ewolucja Artykuly

   wprowadzenie
   blog
   artykuły
      Teoria
      Biogeneza
      Filozofia
      Geologia
      Paleontologia
      Antropogeneza
      Genetyka
      Faktoidy
      Archiwum KS
      Behawior
      Modelowanie
   kreacjonizm
   e-WWWolucja
   forum
   literatura
   ludzie
   słowniczek
   varia
   mapa serwisu
   English info

szukaj w serwisie




SKAMIENIAŁOŚCI WIELOWARSTWOWE
- GDZIE TKWI BŁĄD?

Łukasz Gągała   
1.XI.2002    
 2  

Ile więc czasu potrzeba na powstanie "warstwy"?
Absolutnym nonsensem jest zdanie:
...często widoczne są nawet małoskalowe granice, interpretowane jako wskaźniki lat, podobnie do pierścieni powstających u drzew. Liczenie tych corocznych granic i dzielenie grubości skały przez dzisiejsze skromne tempo przyrostu udziela poparcia dla operującej milionami lat koncepcji er geologicznych.
Nigdy czegoś takiego nie stosowano do osadów innych niż pewne specyficzne iły lodowcowe. Słowo "manipulacja" aż się ciśnie na usta. Rzeczywiście, pod koniec XIX w. próbowano wyliczyć wiek Ziemi, dzieląc maksymalną znaną miąższość osadów, przez uśrednione tempo przyrostu. Próby te spełzły na niczym, zaś koncepcja "er geologicznych" nie ma z nimi nic wspólnego - jest od nich o jakieś 100 lat starsza.

Przejście pojedynczego ripplemarka przez rzeczne zakole trwa kilka godzin. W tym czasie utworzy on jedną cienką warstwę, złożoną z dziesiątek tysięcy przekątnych laminek, powstających w ciągu sekund. Metrowa gruzu u stóp rafy powstanie w ciągu kilku dni, podczas gdy na powstanie podścielającej ją kilkumilimetrowej warstewki mułu wapiennego potrzeba miesięcy. Nie ma żadnej relacji między czasem a grubością warstwy. Zależy ona natomiast od charakteru ośrodka transportującego osad i środowiska sedymentacji.

Zabierzmy się wreszcie za owe "skamieniałości wielowarstwowe". Wyobraźmy sobie teraz drzewo leżące po wewnętrznej stronie łuku rzeki. W ciągu kilku lat może ono zostać całkowicie zasypane - i będzie tkwiło w kilkudziesięciu, jeżeli nie kilkuset warstwach, utworzonych przez migrujące ripplemarki!
Na równinach, leżących bezpośrednio u podnóża gór, łatwo może dojść do zasypania torfowiska czy starorzecza przez pierwszą lepszą, wiosenną powódź. Jak będą wówczas wyglądały rosnące tam olchy? Czy nie będą przebijać kilku (a w obrębie osadów powodziowych de facto kilkudziesięciu) warstw?

Pewnie niewielu z was chodziło wzdłuż brzegów pomorskich rzek - bardzo częste są tam sytuacje, gdy pod warstwą czyściutkiego piaseczku znajduje się głębokie bagno. Wdepnięcie w taką pułapkę może skończyć się nieciekawie. Jak taka sytuacja będzie wyglądać w zapisie kopalnym? Odpowiedź: pokład węgla, przykryty warstwą piaskowca, oba przebijane przez pnie olch, a od czasu do czasu przez utopionego wędkarza. Nieprawdą jest również, że drzewo szybko gnije.

Cały ten fragment musiał jednak powstać w mniejszym okresie czasu, niż ten, w którym drzewo zgnije.
W Europie znane są tzw. "dęby atlantyckie". Są to zwykłe dęby rosnące ok. 8 tys. lat temu w czasie optimum klimatycznego po epoce lodowcowej. Wiele ich pni, osiągających kilka metrów obwodu można znaleźć w korytach naszych rzek. Drewno ich w średniowieczu było wykorzystywane jako cenny materiał budowlany. Po 8 tysiącach lat od śmierci drzewa...
Przeciętne tempo sedymentacji w zagłębiach węglowych oceniane jest na ponad 2 m/tys. lat a lokalnie było zapewne znacznie większe. Nic więc dziwnego, że mogło dojść do pogrzebania całych drzew. Co więcej, niektóre pokłady węgla interpretowane są rzeczywiście jako pozostałości pni naniesionych przez powódź. Jednakże do tego wystarczy "zwykła" katastrofalna powódź, jakich na Świecie mamy kilka do roku, nie trzeba angażować globalnego potopu.

Oczywiste jest, że warstwy te nie mogą być rezultatem powolnej akumulacji, ponieważ na przykład martwa ryba nie utrzyma swego kształtu, aż wokół niej zgromadzi się osad.

To, czy padłe zwierzę utrzyma swój kształt po śmierci zależy od wielu czynników - nie tylko od czasu potrzebnego na powstanie wokół niego osadu. W skrajnym przypadku może dojść do zasypania szczątków w ciągu kilku godzin - tak jak interpretuje to dr John D. Morris. Znane są szczątki dinozaurów, pogrzebanych w piaskach pustynnych niemalże "na żywca". I one z reguły tkwią w wielu warstwach, utworzonych przez wiatr analogicznie jak pniak pogrzebany w rzecznym piasku.
Natomiast w pewnych warunkach miękkie części mogą pozostawać nienaruszone przez długi czas. Dzieje się tak, gdy ciało zwierzęcia opada w strefę beztlenową. Oczywiste jest, że nie ma tam drapieżników, które byłyby w stanie je rozdrobnić. W ten sposób mogą zachować się całe, delikatne szkielety ryb. W Bałtyku strefa beztlenowa zaczyna się od ok. 100 m zaś w Morzu Czarnym niewiele głębiej.
W ogromnej większości polskich jezior tlenu w pobliżu dna brakuje 10 miesięcy w roku. Wszystkie organizmy, które opadną w tą strefę zostaną zachowane z najdrobniejszymi szczegółami. Co więcej, idealnie zachowane skamieniałości prawie zawsze występują w skałach, których cechy geochemiczne wskazują na sedymentację w warunkach beztlenowych.

Dr John D. Morris tłumaczy powstanie stratyfikacji skał osadowych procesem upłynnienia i sedymentacji z tzw. prądów gęstościowych.
Dobrze dziś wiadomo, że szybko poruszające się i wypełnione osadem płyny mogą utworzyć wielość warstw. Powstawały one w eksperymentach laboratoryjnych, wskutek huraganów, a nawet w falach mułu, wywołanych erupcją wulkanu Św. Heleny.

Są to procesy powszechnie znane w geologii - naucza się o nich już na 1 roku studiów. Wiadomo też, że rzeczywiście prądy gęstościowe odpowiedzialne są za powstanie znaczącej (objętościowo) części skał osadowych.
Jednak pewne jest również, że po każdym tego typu epizodzie następowały tysiące lat spokoju. Bardzo często powierzchnia każdej z warstw, powstałych w wyniku działania takiego procesu pokryta jest śladami żerowania, organizmów dennych.
Czy można przypuszczać, że żyły sobie one pod kilkukilometrową kolumną osadów, powstałych w wyniku jednorazowego epizodu depozycji? Z pewnością nie. Po każdorazowym zejściu takiej chmury osadu (jest to mniej więcej to samo co owe "podmorskie rzeki" o których pisałem powyżej) następował okres spokoju, umożliwiający odbudowanie się biocenoz bentonicznych (dennych).

Konkluzja jest prosta. Autor artykułu "Skamieniałości wielowarstwowe" szermuje argumentami wyrwanymi z geologicznego kontekstu, nie rozumiejąc zjawisk, które opisuje. Tak przynajmniej każe mi to interpretować tzw. dobre wychowanie...

Więcej informacji o ideologii kreacjonistycznej i stosowanych przez jej wyznawców metodach propagandy: www.kreacjonizm.org.






autorzy:      Katarzyna Adamala       Karol Sabath