ewolucja Artykuly

   wprowadzenie
   blog
   artykuły
      Teoria
      Biogeneza
      Filozofia
      Geologia
      Paleontologia
      Antropogeneza
      Genetyka
      Faktoidy
      Archiwum KS
      Behawior
      Modelowanie
   kreacjonizm
   e-WWWolucja
   forum
   literatura
   ludzie
   słowniczek
   varia
   mapa serwisu
   English info

szukaj w serwisie



  Słowa kluczowe: filogeneza ptaków, ewolucja pióra, kreacjonizm naukowy

Kreacjonizm z lotu ptaka

Karol Sabath   
10.III.2003    


Ataki kreacjonistów "naukowych" na biologię ewolucyjną często przebiegają według dość jednolitego schematu:
1) uciekają się do argumentów pozamerytorycznych - nigdy nie zawadzi podać w wątpliwość uczciwość ewolucjonistów, wyciągnąć z lamusa jakiś zarzut Faktoidy (mniejsza o to, czy potwierdzony, i kto miał być fałszerzem) - chodzi o stworzenie ogólnego wrażenia, że z ewolucją jest w ogóle coś nie tak, i stoją za nią jakieś podejrzane indywidua;
2) co do meritum, to ponieważ sami nie prowadzą żadnych znaczących badań naukowych mających znaczenie dla sprawy, cytują cudze, tj. biologów (a więc ewolucjonistów), starając się następujnie wynajdować między nimi sprzeczności. W tym celu często zderzają prace aktualne z przestarzałymi, które nie uwzględniały obecnie znanych informacji. Zdają się przy tym zapominać o naturze nauki, która w odróżnieniu od religii, nie opiera się na niezmiennych, objawionych doktrynach, lecz nieustannie się samokoryguje;
3) wprowadzają fałszywe przesłanki (np. co do faktów empirycznych lub co do logiki argumentacji biologów, z którymi akurat polemizują); do tej kategorii chwytów polemicznych wypada też zaliczyć pominięcie istotnych faktów lub hipotez, a polemizowanie z poglądami dawno zarzuconymi (przy czym merytoryczne zarzuty wobec nich są zapożyczone nie od kogo innego, jak od kompetentnych badaczy - ewolucjonistów, którzy wskazywali słabe punkty dotychczasowych koncepcji, by zbudować nowe, pozbawione danych mankamentów.

Wykorzystane chwyty retoryczne są skuteczne psychologicznie - bo wypróbowane przez amerykańskich apologetów kreacjonizmu (zwykle gruntownie wykształconych w retoryce homiletycznej na uczelniach religijnych) choćby w niezliczonych publicznych prezentacjach. Często także mają poprawną strukturę logiczną (tj. byłyby uprawnionymi argumentami w uczciwej dyskusji, gdyby tylko opierały się na prawdziwych przesłankach i nie kreowały rzeczywistości rozmijającej się z aktualnie znanymi faktami).
Innymi słowy, laik (co w dzisiejszych czasach wąskiej specjalizacji może oznaczać nawet profesora innej dyscypliny wiedzy) jest bezbronny, jeśli posługujący się na dodatek tytułem naukowym (mniejsza z jakiej dziedziny) kreacjonista zasypuje go litanią faktów, nazw, cytatów literaturowych, budując z nich wywód, który akurat nie da się obalić na poczekaniu w oparciu o jawną sprzeczność wewnętrzną.
Mało kto ma czas i możliwości - i ochotę - przedzierać się przez literaturę specjalistyczną, by zweryfikować taki materiał propagandowy upozowany na rzeczowy artykuł. Jedyną bronią pozostaje więc szczegółowa analiza kreacjonistycznych paszkwili na ewolucję i wyłapywanie konkretnych sztuczek, a następnie ich publiczne demaskowanie.

Na szczęście, sztampowość taktyk retorycznych pozwala skupić się na kilku przykładach, by zademonstrować zasadę tego modus operandi.

Dobrym modelowym przykładem pokazującym "w pigułce" powyższy schemat jest umieszczony zimą 2003 roku na stronie Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego tekst Johna D. Morrisa Czego trzeba, aby dinozaur ewoluował w ptaka?.
Artykuł ten jest świeżej daty, a przy tym wyjątkowo reprezentatywny: autor jest prezesem (i synem założyciela) amerykańskiego Institute for Creation Research (oryginał ukazał się w darmowym miesięczniku ICR, Acts & Facts, March 2000, vol. 29, No. 3, w serii Back to Genesis No. 135. pt. What Would Need to Change for a Dinosaur to Evolve into a Bird?), zaś polski tłumacz, prof. dr hab. Mieczysław Pajewski, jest czołową postacią Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego, czlonkiem Rady Naukowej PTKr (pierwotnie przekład ukazał się w Na Początku..., marzec-kwiecień 2000, nr 3-4 (127-128), s. 101-103). Posłużę się więc tym tekstem (cytaty zaznaczone kursywą; nawiasy kwadratowe zaznaczają skróty lub uzupełnienia), by pokazać "z lotu ptaka" typową retorykę kreacjonistyczną.

1) Dr John D. Morris (skądinąd doktorat z fizyki, nie paleontologii kręgowców, ale zawsze nadaje tekstowi pozorów kompetencji i uczoności) od razu w pierwszym akapicie nadmienia, że
Dziś wydaje się, że niektórzy [ewolucjoniści] nawet uciekali się do oszustwa, by takie powiązanie [między dinozaurami a ptakami] ustanowić.

Zarzut oszustwa - dość w końcu poważne pomówienie naukowców - nie jest dalej rozwinięty, ale znając literaturę kreacjonistyczną można się domyślać, że chodzi o jedną z dwóch spraw:
a) wysunięte przed laty przez astronoma (!) Freda Hoyle'a podejrzenie, że praptak odkryty w XIX wieku w Bawarii był falsyfikatem: szkieletem dinozaura z dorobionymi odciskami piór. Szczegółowe badania wszystkich znanych okazów archeopteryksa wykazały całkowitą bezzasadność tego zarzutu.
b) opublikowany niedawno w National Geographic reportaż ze zdjęciem "archeoraptora" - sklejonego przez chińskiego handlarza skamieniałościami dla podniesienia wartości handlowej kilku niekompletnych okazów pierzastych dinozaurów. Fałszerstwo zostało zdemaskowane przez naukowców (ewolucjonistów) i nigdy nie trafiło na łamy czasopism naukowych.

Żadne naukowe rozważania na temat pochodzenia ptaków nie opierają się więc na oszustwach, jak imputuje Morris (chciałoby się przypomnieć nakaz "Nie dawaj fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu"...).

2) Morris przechodzi następnie do wyliczenia "ewolucyjnych przeszkód" na drodze od dinozaura do ptaka. Wszystkie prawdziwe tezy zostały zaczerpnięte od naukowców, którzy na podstawie własnych badań są przekonani o ewolucji ptaków, choć niekiedy polemizują z innymi co do szczegółowych scenariuszy.
Morris wyrywa je z kontekstu i używa, jakby były argumentami przeciw ewolucyjnemu powstaniu ptaków w ogóle. Oto przykład (podobne zabiegi dotyczą wątków piór jako pochodnych łusek czy też pierwotnego, krokodylego mechanizmu oddychania nielatającego wczesnego dinozaura):
Skrzydła: [dwunożni] przodkowie ptaków [mieli na przednich kończynach] tylko palec pierwszy, drugi i trzeci. Przednie kończyny ptaków obejmują palce drugi, trzeci i czwarty.

Zarówno dinozaury drapieżne spokrewnione z ptakami (teropody z grupy maniraptorów), jak i ptaki mają po trzy palce ręki.
Numeracja palców ptaków oparta jest na badaniach embriologicznych: u zarodka powstają - jak u wszystkich kręgowców lądowych - zawiązki pięciu palców (co już samo w sobie powinno dać kreacjonistom do myślenia), ale skrajne zanikają, więc ostatecznie palce piskląt (u kośników czubatych oraz u wymarłych fororaków wyposażone nawet w pazury!) numeruje się jako II, III i IV. Numeracja palców maniraptorów (I, II, III) opiera się na obserwacji... trendów ewolucyjnych wcześniejszych teropodów, celurozaurów, u których zanikają zwykle najpierw palce zewnętrzne.

Innymi słowy, Morris, jeśli chce przeciwstawić numerację zachowanych trzech palców kończyny przedniej, powiedzmy archeopteryksa i welociraptora, musi najpierw przyjąć założenie o określonej drodze ich ewolucji z ręki o pięciu palcach! Kwestia homologii palców to zresztą argument żywo dyskutowany przez specjalistów od ewolucji ptaków, a nie "przeszkoda" odkryta przez kreacjonistów - choćby dlatego, że użycie tego argumentu wymaga uznania ewolucji - i są już np. wyjaśnienia embriologiczne pozwalające się uporać z tym problemem.






autorzy:      Katarzyna Adamala       Karol Sabath