Artykuł ten jest polemiką z artykułem Dr Jane P. Lester pt. "Genetyka- wróg ewolucjonizmu" znajdującym się na serwerze Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego.
> Dr Lane P. Lester
> Genetyka i ewolucjonizm były wrogami od samego swego
> początku.
Ciekawa teza. W istocie mechanizm zaproponowany przez Darwina wymagał spełnienia kilku założeń. Jednym z nich jest istnienie jakiegoś mechanizmu dziedziczenia. Darwin nie znał tego mechanizmu, dopiero właśnie genetyka rozwiązała zagadkę. Tak więc genetyka POTWIERDZIŁA PRAWDZIWOŚĆ ZAŁOŻENIA teorii ewolucji. Co więcej: mechanizm dziedziczenia może być różny.
Np. za czasów Darwina wierzono w jakieś analogowe mieszanie się krwi. Taki system bardzo utrudniałby ewolucję, gdyż wszystkie nowo powstałe cechy ulegałyby "rozcieńczeniu". W takiej sytuacji ewolucja mogłaby przebiegać tylko przy skrajnie silnej selekcji i bardzo częstych mutacjach. Natomiast digitalny, Mendlowski system genetyczny jest wyjątkowo dogodny dla realizacji ewolucji. W istocie genetyka dostarczyła najbardziej przekonujących dowodów, że ta teoria JEST PRAWDZIWA.
> Grzegorz Mendel, ojciec genetyki, oraz Karol Darwin,
> ojciec ewolucjonizmu, żyli w tym samym czasie.
> Jednocześnie gdy Darwin twierdził, iż organizmy żywe
> mogą zmieniać się w inne organizmy, Mendel pokazywał, że
> nawet indywidualne cechy pozostają stałe. Podczas gdy
> idee Darwina oparte były na błędnych i niesprawdzonych
> ideach na temat dziedziczenia, to wnioski Mendla
> wywodziły się z troskliwie przeprowadzonych
> eksperymentów.
Cóż. Jest to oczywiście tylko propagandowa szarża mająca na celu zdyskredytować Darwina. Warto jednak dla obnażenia mentalności autora tego tekstu przytoczyć kilka faktów: Po pierwsze warto przeczytać dzieło Darwina. Darwin przez ponad 20 lat rozważał i dyskutował z innymi te pomysły, w rezultacie napisał książkę, w której naprawdę szczegółowo rozważył pomysł, szczegółowo go uzasadnił, i odpowiedział na zadziwiająco wiele krytyk, które można było wymyślić.
Mało kto czyta "o powstawaniu gatunków" a szkoda. Naprawdę jest to przykład pięknej, rzetelnej roboty. A fachowiec może się zdziwić, jak wiele współczesnych topowych tematów z dziedziny ekologii ewolucyjnej wymyślił już Darwin...
A co z Mendlem? Otóż Mendel wykonał naprawdę pomysłowe doświadczenia i słusznie jest uznawany za ojca genetyki. Ale zgrzeszył on bardzo ciężko przeciw rzetelności. Otóż w jego czasach nie bardzo były rozwinięte takie dziedziny jak statystyka i analiza danych doświadczalnych.
Mendel miał koncepcję "zawiązków dziedziczności" wg której rozkład cech w potomstwie powinien podlegać pewnym regułom matematycznym (0.25:0.5:0.25). W istocie jest to rozkład Bernouliego i przy wykonaniu kilkuset doświadczeń (Mendel pracował na próbach około 300 roślin) prawdopodobieństwo uzyskania rozkładu dokładnie takiego jak Mendlowski (czyli 75:150:75 dla 300 roślin) jest astronomicznie małe. A jednak, w sprawozdaniach Mendla pojawiają się TYLKO takie właśnie idealne rozkłady. Wniosek z tego taki, że albo Mendel, albo jakiś pomniejszy mnich chcący mu zrobić "dobrze" fałszowali dane doświadczalne, żeby je dopasować do teorii...
Gdybym był złośliwy (a jestem) to bym powiedział, że Mendel, który był mnichem, został wykształcony w pogardzie dla faktów, wynikającej z religijnego zakłamania...
> Dlaczego więc praca Mendla przez około 35 lat nie była
> należycie oceniona? Nikt tego naprawdę nie wie, dlatego
> można się domyślać.
Chyba nie chodzi tu o żaden spisek. Po prostu Mendel nie opublikował swojej pracy w żadnym liczącym się piśmie, sam był mało znanym mnichem, a internetu i medline wtedy nie było...
> Moim zdaniem idee Darwina przyjęto od razu, gdyż dały
> one upadłemu człowiekowi usprawiedliwienie, gdy
> ignorował swego Stwórcę, a nawet gdy zaprzeczał Jego
> istnieniu.
I tu wychodzi prawdziwa motywacja kreacjonistów "naukowych". Nie mająca z nauką przecież nic wspólnego...
> Ale pod koniec XIX stulecia inne badania tak jasno
> potwierdziły zasady odkryte przez Mendla, że
> ewolucjoniści musieli włączyć te zasady do swoich
> teorii.
To jest jakaś chora, paranoiczna wizja. Przecież to nie ewolucjoniści ukrywali prace Mendla. Wręcz przeciwnie, teoria ewolucji była niekompletna bez genetyki, a powtórne odkrycie prac Mendla jest uważane za POTWIERDZENIE teorii ewolucji...
> Zrobili to i nadal to robią bardzo wybiórczo. Utrzymanie
> fikcji ewolucji jest możliwe tylko wtedy, gdy odrzuca
> się wszystkie wnioski wynikające z nowoczesnej genetyki.
W istocie jest zupełnie odwrotnie. Nowoczesna genetyka z jednej strony potwierdza podstawowe założenia teorii ewolucji, z drugiej zaś w dużej mierze o tą teorię się opiera.
> Powiedziawszy to, nie planuję mówić dużo więcej o ewolucji.
A szkoda. Tak "ambitne" tezy przydałoby się jakoś uzasadnić.
> Na przykład Darwinowska teoria doboru naturalnego, o
> której ostatnio wykazano, że pozbawiona jest znaczenia
> ze względu na swoją kołową naturę, przetrwała w praktyce
> z powodu braku rywalki". [1]
To chyba jakiś błąd w tłumaczeniu? Kołowa natura? Cóż ta obelga miała znaczyć? W każdym razie znów ktoś próbuje twierdzić, że jakoby "wykazano błędność teorii ewolucji". Nie wykazano.
> Mówię "ponownego", ponieważ nowoczesna nauka została
> pierwotnie rozwinięta przez kreacjonistów, którzy
> wiedzieli, że racjonalny Bóg stworzył racjonalny
> Wszechświat i że racjonalny człowiek mógłby, poprzez
> obserwację, eksperymenty i rozum, dowiedzieć się wiele
> na temat stworzenia.
W istocie istnienie wielkiej ilości przykładów błędów jakie ewolucja popełniła, ślepych uliczek, czy nieracjonalnych rozwiązań, jakie znajdujemy w organizmach żywych, są wskazówką, że nie zostały one zaprojektowane przez INTELIGENTNEGO projektanta, a przez bezmyślny i nie przewidujący proces. Taki jakim jest ewolucja. Przykładami takich nieracjonalnych rozwiązań są: budowa oka kręgowców, skrzyżowanie dróg oddechowych i pokarmowych, ewolucja fląder i wiele innych.
> Przedstawmy teraz próbkę świadectwa pochodzącego z
> genetyki, które pozwala nam rozwinąć nową biologię
> opartą raczej na stworzeniu niż ewolucji. Pomocne może
> być zorganizowanie tego świadectwa w postaci czterech
> źródeł zmienności: środowisko, rekombinacja, mutacja i
> stworzenie. Połączenie tych czterech źródeł może
> wyjaśnić wszelkie różnice występujące między dwoma
> organizmami.
> Środowisko
> Przez środowisko rozumiem całość zewnętrznych czynników
> wpływających na organizm w okresie jego życia. Na
> przykład ktoś może mieć ciemniejszą skórę, ponieważ po
> prostu więcej przebywa na świetle słonecznym. Albo ktoś
> może mieć większe muskuły, ponieważ więcej ćwiczy. Albo
> ktoś może charakteryzować się większą odpornością na
> chorobę, gdyż prawidłowo się odżywia. Tego typu
> zmienność wywołana przez środowisko może być bardzo
> ważna dla jednostki. Ale nie ma ona żadnego znaczenia
> dla historii życia, ponieważ ginie ona wraz z ich
> właścicielem; takie cechy się nie dziedziczą. W połowie
> XIX stulecia niektórzy z uczonych, którzy odrzucili
> Stwórcę, wierzyli, że zmienność wywołana przez
> środowisko może być dziedziczona. Karol Darwin
> zaakceptował ten błąd, a to bez wątpienia ułatwiło mu
> wiarę, że jeden organizm może zmienić się w inny. W ten
> sposób wyjaśniał on pochodzenie długiej szyi żyrafy:
> "odziedziczone rezultaty zwiększonego używania
> narządów". [2] W okresach zmniejszonych dostaw żywności,
> żyrafy wyciągałyby swoje szyje do wyżej położonych
> liści, a te dłuższe szyje przekazywane miały być
> potomstwu.
W istocie to jest pogląd Lamarcka, konkurenta Darwina. Darwin zaproponował zgoła odmienny mechanizm: losowych mutacji selekcjonowanych przez dobór. Darwin tego mechanizmu nie odrzucił stanowczo, bo nie miał po temu odpowiednio silnych argumentów. Dzisiaj mamy.
> Badacza świata ożywionego, przyjmującego stworzenie, nie
> kusi popadnięcie w ten błąd, ponieważ doskonałe
> stworzenie zawiera już zmienności, możliwość odmian bez
> konieczności powstawania nowych.
> Rekombinacja
> Drugim źródłem zmienności jest rekombinacja. Obejmuje
> ona tasowanie genów i jest powodem, dlaczego dzieci
> bardzo są podobne do swoich rodziców, ale nie są
> dokładnie takie, jak oni. Odkrycie zasady rekombinacji
> było wielkich wkładem Grzegorza Mendla do genetyki.
> Mendel badał siedem par cech w groszku ogrodowym.
> Pokazał, że podczas gdy cechy mogą być przez jedno
> pokolenie ukryte, to nigdy nie giną. A kiedy nowe cechy
> się pojawiają, to jest tak dlatego, że czynniki
> genetyczne były w nich zawsze obecne. Rekombinacja
> umożliwia ograniczoną zmienność wewnątrz stworzonych
> rodzajów. Ale jest to ograniczona zmienność, ponieważ
> prawie cała zmienność tworzona jest przez tasowanie
> genów, jakie już są obecne. Kilka przykładów może nam
> pomóc ocenić ograniczoną naturę zmienności przez
> rekombinację.
Oczywiście dokładnie tak jest.
> Dobrym przykładem jest burak cukrowy. Od 1800 roku
> hodowcy roślin chcieli zwiększyć zawartość cukru w
> buraku cukrowym. Odnieśli wielki sukces. Ponad 74 lat
> selektywnej hodowli umożliwiło zwiększenie zawartości
> cukru z 6% do 17%. Ale wówczas postęp się zatrzymał i
> dalsza selekcja nie zwiększyła zawartości cukru.
> Dlaczego? Po prostu dlatego, gdyż wszystkie geny,
> odpowiedzialne za produkcję cukru, zostały zebrane w
> jednej odmianie i dalszy postęp był już niemożliwy.
Oczywiście tak jest.
Selekcja działająca na pewną pulę genetyczną, wybiera z niej pewien podzbiór, aż doprowadza do sytuacji, w której mamy populację homozygotyczną w danym locus (czy w danych locus dla cechy wielogenowej) wtedy ewolucja DRASTYCZNIE ZWALNIA, bo nie może bazować na już istniejących allelach, a tylko na nowo powstałych, rzadkich mutacjach.
Niemniej - postępuje dalej, czego DOWODZĄ liczne eksperymenty laboratoryjne oraz odmiany uprawne uzyskane dzięki MUTACJOM wywołanym promieniowaniem.
> Zwróćmy też uwagę na przykład rekombinacji, jak nam dał
> Karol Darwin. W czasie swej podróży dookoła świata,
> która zaczęła się w 1831 roku, Darwin zaobserwował wiele
> fascynujących roślin i zwierząt. Ale żadne nie były
> bardziej fascynujące niż te, jakie ujrzał na Wyspach
> Galapagos. Wśród nich znajdowała się grupa ptaków
> lądowych, zięby. W tej jednej grupie możemy zobaczyć
> szeroką zmienność wyglądu i sposobu życia. Darwin do-
> tarczył wyjaśnienia - moim zdaniem, poprawnego - jak to
> się stało, że zięby są takie, jakie są. Kilka z nich
> pawdopodobnie przywędrowało drogą powietrzną ze stałego
> lądu Ameryki Południowej, a dzisiejsze zięby są
> potomkami tamtych pionierów. Jednak chociaż Darwin
> uważał te zięby za przykład działania ewolucji, możemy
> obecnie rozpoznać w nich jedynie wynik rekombinacji
> wewnątrz jednego stworzonego rodzaju. Pionierskie zięby
> rzyniosły ze sobą wystarczającą genetyczną zmienność,
> aby dać początek odmianom, jakie dzisiaj widzimy.
Gdyby tak było, obecnie występujące Geopsiza można by krzyżować ze sobą (wszak byłyby one identyczne ze skrajnymi osobnikami z macierzystej populacji w której wszystkie osobniki należały do jednego gatunku a więc mogły się krzyżować!) co więcej, przez takie krzyżowanie można by spróbować odtworzyć macierzysty gatunek... W istocie pojawienie się nowych mutacji wyjaśnia niedopasowanie genetyczne współczesnych gatunków Geopsiza.
> Mutacja
> Rozważmy teraz trzecie źródło zmienności, mutacje. Są to
> błędy w genetycznym procesie kopiowania. Każda żywa
> komórka ma wewnętrzny mechanizm molekularny, służący do
> kopiowania DNA, cząsteczki genetycznej. Ale podobnie do
> innych procesów kopiowania, zdarzają się tu błędy,
> chociaż niezbyt często. Raz na 10 000 - 100 000 kopii
> gen będzie zawierał błąd. Komórka ma także mechanizm
> poprawiania tych błędów, ale niektóre mutacje
> prześlizgują się niepostrzeżenie. Jaki rodzaj zmian
> tworzą mutacje? Niektóre nie wywołują w ogóle żadnego
> skutku. Kod genetyczny cechuje się do pewnego stopnia
> redundancją, tak że pewne małe zmiany w DNA nie tworzą w
> końcowym wyniku żadnej zmiany. Inne mutacje produkują
> tak małą zmianę, że nie wywierają żadnego dostrzegalnego
> efektu na organizm. Ale wiele mutacji wywiera znaczny
> efekt. Jakiego rodzaju efektów należy się spodziewać od
> przypadkowych mutacji, od błędów genetycznych, jeśli
> przyjmiemy model kreacjonistyczny? Powinniśmy się
> spodziewać, że prawie wszystkie one będą szkodliwe, że
> organizmy je posiadające będą miały mniejsze szanse niż
> poprzednio, przed mutacją. Przewidywanie to jest bardzo
> przekonujące. Kilka przykładów pomoże zilustrować tę
> prawdę.
W istocie jest to przewidywanie EWOLUCJONISTYCZNE. I ważne jest tu słowo "prawie". Bo w morzu tych szkodliwych mutacji, bezlitośnie usuwanych przez selekcję, zdarzają się i mutacje pożyteczne.
Dalej podano kilka przykładów mutacji szkodliwych.
Takich mutacji można opisać bez liku, tylko czego to dowodzi?
W istocie znamy szereg przykładu mutacji korzystnych, poprawiających dostosowanie organizmu.
> Wszystkie te mutacje są szkodliwe bądź nieszkodliwe; ale
> żadna z nich nie wytworzyła bardziej pomyślnej muszki
> owocowej - dokładnie tak, jak przewiduje model
> kreacjonistyczny.
Jest to wierutne kłamstwo. Prowadzono eksperymenty, w których homozygotyczne, czyli całkowicie pozbawione wewnętrznej zmienności, populacje muszki owocowej, wystawiano na działanie toksyn, albo niekorzystnego środowiska. I w tych eksperymentach udawało się doczekać pojawienia się korzystnych mutacji uodparniających Drozofilę na toksynę.
Przykładów korzystnych mutacji dostarczają też badania antybiotyków: bakterie mutują, i uodparniają się na nie. W przypadku bakterii szczególnie łatwo jest uzyskać jednorodną genetycznie populację (po prostu bierze się pojedynczą kolonię wyrosłą z jednej bakterii). I takie bakterie mutują, i w obecności niedużych dawek antybiotyku: uodparniają się na niego.
Warto też nawiązać do przykładu z poprzedniego punktu: problemu hodowców, próbujących wyselekcjonować nowe, lepsze odmiany hodowlane. W istocie eksplorowanie istniejącej zmienności prowadzi do jej wyczerpania, a dalszy postęp jest szalenie powolny. Ale hodowcy poradzili sobie z tym w następujący sposób: zwiększają częstość mutacji, wywołując je promieniowaniem z bomby kobaltowej.
Wśród tak zmutowanych siewek większość jest GORSZA od pierwotnej odmiany ale ... ale część lepsza. W ten sposób powstała nie jedna użytkowa odmiana zbóż, w ten sposób właśnie można uciec od ograniczenia które ogranicza ewolucję bazującą tylko na uprzednio istniejącej zmienności.
> W analizach doboru naturalnego obecne jest tzw. błędne
> koło, ale nie znaczy to, że doboru naturalnego nie ma
> lub że nie jest ważnym czynnikiem w historii życia.
> Fakt, iż to Karol Darwin zwrócił naszą uwagę na dobór
> naturalny świadczy bardziej o opłakanym stanie
> kreacjonizmu w połowie XIX wieku, niż o słuszności
> koncepcji doboru.
Ciekawe co to jest to błędne koło. Autor tu szafuje tą obelgą, bez wyjaśnienia.
Szkoda.
> Dobór naturalny jest niczym więcej jak tylko nazwą, jaką
> dajemy dla obecnie oczywistego faktu, iż niektóre
> odmiany organizmów będą odnosiły więcej sukcesów i
> dostarczą więcej potomstwa w przyszłych pokoleniach.
To jest właśnie dobór naturalny. A teoria ewolucji opiera się właśnie na tym założeniu które jest w sposób oczywisty, dziś nawet dla kreacjonistów, prawdziwe. Oczywiście nie jest to jedyne założenie. Ale pozostałe też są w świetle współczesnej wiedzy prawdziwe.
(O Biston betularia)
Cały opis jest mniej więcej prawdziwy. No może niektóre sformułowania takie jak "każdy wie, że ćma ta..." faktycznie, tylko wąskie grono specjalistów, wie, że ćma taka w ogóle istnieje...
> Można to uważać za pozytywną rolę doboru naturalnego.
> Gdy populacje napotykają zmieniające się środowiska,
> takie jak opisano wyżej albo w rezultacie migracji na
> nowe tereny, dobór naturalny zwiększa połączenia cech,
> które będą bardziej sprzyjać organizmowi w tym nowym
> środowisku.
Zwiększa frekwencje takich cech. Tak. Tak właśnie działa dobór. (Selekcja).
> Negatywna rola doboru naturalnego polega na eliminacji
> lub minimalizowaniu szkodliwych mutacji, gdy te
> wystąpią. Wada mutacji uniemożliwia jej
> rozpowszechnianie się w populacji.
Oczywiście tak.
> Czy istnieją korzystne mutacje? Niestety, muszę odejść
> od moich kreacjonistycznych kolegów, którzy utrzymują,
> że ich wystąpienie jest niemożliwe. Korzystna mutacja to
> po prostu taka mutacja, która umożliwia wydać na świat
> więcej potomstwa w przyszłych pokoleniach, niż robią to
> te organizmy, którym brak tej mutacji. Na przykład w
> 1914 roku wystąpiła na Florydzie mutacja pomidora, który
> spowodowała zmianę w jego wzroście, powodując że
> pomidory było dużo łatwiej zbierać. Mutacja ta
> rozprzestrzeniła się w uprawach pomidorów wskutek
> aktywności człowieka. Mutacja zwiększające odporność na
> antybiotyki u bakterii jest z pewnością korzystna dla
> tych bakterii, których środowisko jest nasycone
> antybiotykami.
A więc pomimo tych długich tyrad trzeba się przyznać: tak, bywają korzystne mutacje. Tak, ewolucja może przebiegać po wyczerpaniu istniejącej zmienności, tyle, że przebiega wolniej, bo korzystne mutacje pojawiają się stosunkowo rzadko. Ale nie ma żadnego dla niej ograniczenia, które byłoby sugerowane, przez te fragmenty o buraku cukrowym.
> Oczywiście, żaden z tych typów mutacji nie ma znaczenia,
> jeśli chodzi o pomysł przekształcania się jednego
> rodzaju organizmu w inny.
Czyżby? To rozważmy taką sytuację: część populacji została oddzielona od reszty. Działa na nią oczywiście dobór, pojawiają się mutacje. Z czasem ta oddzielona podpopulacjia różni się coraz bardziej od pierwotnej. W rozdzielonych populacjach dobór może działać w innych kierunkach.
Np. podpopulacja słoni na Madagaskarze ewoluowała w kierunku ZMNIEJSZENIA rozmiarów. Czynnikiem selekcyjnym który wymusza duże rozmiary, są drapieżniki, a tych na Madagaskarze zabrakło. I słonie tam ewoluowały aż osiągnęły rozmiary godne dużego psa...
I im dłużej te populacje będą ewoluować niezależnie, tym bardziej będą się różnić. A jak będą się już różnić odpowiednio wyraźnie, to zostaną uznane za inny gatunek: będą innymi gatunkami. Albo wyobraźmy sobie jednorodną populację na którą taka selekcja działa.
W przeciągu całkiem niewielu pokoleń może powstać organizm np. kilka razy większy, mający inny kościec, inne nisze ekologiczne... w istocie w materiale kopalnym wyróżniony jako INNY ORGANIZM, inny gatunek. I BĘDĄCY innym gatunkiem.
> Ważniejszym typem zmiany jest zmniejszenie lub utrata > jakiejś struktury lub funkcji.
Dlaczego ważniejszym?
Czemu autor tak łatwo prześlizguje się nad tymi NAPRAWDĘ istotnymi przykładami mutacji pozytywnych?
> Podobnie mogło być w przypadku ryb jaskiniowych
> pozbawionych wzroku. Oczy są bardzo podatne na zranienie
> i organizmy, żyjące w czarnej jak smoła ciemności, mogą
> odnieść korzyść z mutacji, które zredukowałyby podatność
> na zranienie.
To wyjaśnienie jest mocno naciągane. W istocie mechanizm jest inny. Otóż normalnie, każda mutacja, która psuje funkcjonalność oka jest bezlitośnie usuwana przez selekcję.
Ślepy organizm wśród widzących jest kaleką. Ale w ciemności taka mutacja jest NEUTRALNA. I jako taka może się rozprzestrzeniać w populacji. I prędzej czy później oczy przestają działać, bo dobór nie wspiera tej złożonej struktury. Entropia działa...
> Chociaż mutacje te prowadzą do dużej i korzystnej
> zmiany, należy zwrócić uwagę, że zawsze dotyczą straty,
> a nigdy zysku.
Te tak. Te które autor po macoszemu potraktował parę akapitów wyżej, dotyczą zysków.
> Nigdy nie zauważono skrzydeł lub oczu utworzonych u
> organizmów, u których one nigdy nie występowały.
Symulacja ewolucji oka mówi, że do jego wytworzenia potrzeba około 100 000 pokoleń. Tego po prostu nie da się zaobserwować, ludzie żyją za krótko. 100 000 pokoleń to, nawet dla organizmu który, jak muszka owocowa, może mieć wiele pokoleń w ciągu roku, są tysiące lat ewolucji, zanim się taka złożona struktura wykształci.
Z drugiej strony, te 100 000 pokoleń oznacza, że oko może wyewoluować w od kilku do 100 000 lat, nawet przy bardzo wolno rozmnażającym się organizmie zajmie to kilkaset tys. lat. A w skali czasu geologicznego, jest to chwila, kolejne datowania różnią się (jeśli chodzi o dawniejsze czasy) o miliony lat.
Tak więc nic dziwnego, że nawet skomplikowane przystosowania pojawiają się paleontologicznym zapisie niemal nagle...
> Stworzenie
> A teraz czwarte i ostatnie źródło zmienności:
> stworzenie. Dlaczego jest ono konieczną częścią historii
> życia? Po prostu ponieważ pierwsze trzy źródła
> zmienności są katastrofalnie nieadekwatne w wyjaśnianiu
> różnorodności życia, jaką dzisiaj widzimy na Ziemi.
W związku z tym, że trzecie źródło zmienności (mutacje) i selekcja w zupełności wystarczają do wyjaśnienia obserwowanej różnorodności świata żywego, hipoteza o kreacji jest nadmiarowa, zbędna.
> Istotną cechą modelu kreacjonistycznego jest
> umieszczenie znacznej genetycznej odmienności w każdym
> stworzonym rodzaju. Tylko w ten sposób możemy wyjaśnić
> pochodzenie koni, osłów i zebr z tego samego rodzaju;
> lwów, tygrysów i lampartów z tego samego rodzaju; około
> 118 odmian psa domowego, jak też szakali, wilków i lisów
> z tego samego rodzaju.
Czyli tym razem już specjacja, czyli pojawienie się odrębnych gatunków w wyniku ewolucji zostaje dopuszczone... granica ma być na poziomie RODZAJU...
Tyle, że to jest kompletna klęska kreacjonizmu, gdyż rodzaj jest jednostką ARBITRALNĄ jak każda jednostka taksonomiczna powyżej gatunku... A z tego wynika, że ta granica postawiona jest też zupełnie arbitralnie. Skąd ona się wzięła? To proste, jest to paniczna ucieczka kreacjonizmu przed faktami, którą próbują przedstawiać jako "zajmowanie z góry upatrzonych pozycji"...
> Ponieważ każdy rodzaj posłuszny był nakazowi Stwórcy, by
> być płodnym i mnożyć się, przypadkowe procesy
> rekombinacji oraz bardziej celowy proces doboru
> naturalnego spowodowały, że każdy rodzaj podzielił się
> na szereg obecnie widocznych organizmów.
Powiedzmy to wyraźnie: GATUNKÓW.