ewolucja Artykuly

   wprowadzenie
   blog
   artykuły
      Teoria
      Biogeneza
      Filozofia
      Geologia
      Paleontologia
      Antropogeneza
      Genetyka
      Faktoidy
      Archiwum KS
      Behawior
      Modelowanie
   kreacjonizm
   e-WWWolucja
   forum
   literatura
   ludzie
   słowniczek
   varia
   mapa serwisu
   English info

szukaj w serwisie



  Słowa kluczowe: datowanie, ewolucjonizm, kreacjonizm, dowody ewolucji, Wszechświat

Ile warte są argumenty zwolenników młodej Ziemi?

Krytyczny przegląd listy argumentów według dr. Hovinda oraz innych twierdzeń zwolenników kreacjonizmu Młodej Ziemi.

Dave E. Matson   
tłumaczył Arkadiusz Kabała    
tekst z archiwum Talk.Origins    
20.IX.2004    

Drogi czytelniku, serdecznie zapraszam do zapoznania się z bogatym wyborem argumentów na rzecz teorii młodej Ziemi, argumentami przeciwko datowaniu radiowęglowemu, kilkoma argumentami podważającymi wiarygodność stratygrafii i kilkoma ogólnymi komentarzami dotyczącymi tej tematyki.
Nasz wywód będzie zbieżny z układem odnośnej części pracy doktora Kenta Howinda z "Creation Seminar Notebook", zatytułowanej "Facts from Science that Demonstrate the Universe is Not 'Billions of Years Old'" (Fakty naukowe wykazujące, że wszechświat nie liczy sobie "miliardów lat") i będzie wzbogacony o materiały z jego prezentacji wideo. Niestety, "dowody" dr. Hovinda na rzecz młodej Ziemi są albo krótkimi twierdzeniami, albo szkicowymi hasłami, które musiałem rozwinąć na podstawie własnej wiedzy o kreacjonizmie młodej Ziemi.
Twierdzenia dr. Hovinda (sparafrazowane zgodnie z moim najlepszym zrozumieniem) są prezentowane razem z moją obalającą je odpowiedzią.

     ~~> "Dowód" nr 1 - Słońce się kurczy
     ~~> "Dowód" nr 2 - Tempo akumulacji pyłu kosmicznego
     ~~> "Dowód" nr 3 - Istnienie komet krótkookresowych
     ~~> "Dowód" nr 4 - brak skamielin meteorytów
     ~~> "Dowód" nr 5 - Księżyc się oddala
     ~~> "Dowód" nr 6 - Księżyc zawiera nietrwałe izotopy
     ~~> "Dowód" nr 7 - Efekt Poyntinga-Robertsona
     ~~> "Dowód" nr 8 - Kurczenie się gromad gwiezdnych
     ~~> "Dowód" nr 9 - Pierścienie Saturna są niestabilne
     ~~> "Dowód" nr 10 - Jowisz oraz Saturn gwałtownie stygną

Naukowy kreacjonizm odważnie deklaruje, iż w przeciwieństwie do dwustuletniej opinii naukowej, fizyczne dowody przemawiają za oceną wieku Ziemi na około sześciu tysięcy lat. Nie potrzeba cudów, mówią, by dotrzeć do tej biblijnie zainspirowanej liczby.
Gdyby liczba napisanych popularnych książek, publicznych wykładów i debat przekładałaby się na prawdomówność tej idei, "naukowy" kreacjonizm byłby dziś wykładany w amerykańskich szkołach, na wszystkich zajęciach poświęconej naukom przyrodniczym!

Oczywiście, w nauce dyskusja została już dawno rozstrzygnięta na korzyść "starej Ziemi". Niemniej wojownicza krucjata wciąż ożywa na forum publicznym za sprawą "naukowych" kreacjonistów.
Używam tu cudzysłowu, ponieważ prawdziwy naukowiec najpierw patrzy na empiryczne dane, a dopiero potem ocenia, czy jego hipoteza do nich pasuje. "Naukowi" kreacjoniści tymczasem wychodzą od swojej interpretacji Biblii, która jest niepodważalna. Patrzą na dane i decydują, które z nich będą im pasować. Zbiera dane popierające hipotezę a dane sprzeczne z nią są uznawane za niekompletne lub błędne.
To nie jest nauka!

Skandaliczna prawda, nieznana większości opinii publicznej, jest taka, że argumenty "naukowców" kreacjonizmu są nie tylko błędne, są wręcz szokująco błędne. Niektóre z ich najpopularniejszych argumentów opierają się wyłącznie na dawno przestarzałych danych! Powszechną praktyką jest przeinaczenie danych. Rutynowo ignorowane są sprzeczności w danych! Krótko mówiąc, kreacjonizm cierpi na powszechny brak rzetelności zawodowej wśród swych "naukowców". (Zazwyczaj polega to na wzajemnym przepisywaniu kreacjonistów od siebie nawzajem, lub na myśleniu życzeniowym, nie zaś na świadomej nieuczciwości).
Ten brak rzetelności, prowadzący do pokracznej nauki, nie ma czego szukać w publicznych salach szkolnych!

Tekst ten został pierwotnie napisany na potrzeby debaty dotyczącej wieku Ziemi, jaką w maju 1994 roku stoczyli Babinski i Hovind; poddawał on krytyce listę 30 "dowodów" na młodą Ziemię dr. Kenta Hovinda, typowych dla argumentacji głoszonej przez kreacjonistów młodej Ziemi w ostatnich dziesięcioleciach. Rozpatrzone zostały także inne wątki, zaś treść została od tego czasu wzbogacona o dodatkowy materiał.

Pragnę podziękować Edwardowi T. Babinskiemu za korektę tego dokumentu, jak również za wsparcie dobrymi argumentami i szczerą radą. Ed, były redaktor "Theistic Evolutionists' Forum", działacz na rzecz zdrowego rozsądku, wykutego w przeróżnych kuźniach, będzie zapewne słyszany coraz częściej.

Chciałbym także podziękować dr. Alanowi Haywardowi, dr. Stephenowi Brushowi, dr. Arturowi Strahlerowi, Danielowi Wonderly, dr Eugene Scott z The National Center for Science Education, dr. Laurine Godfrey, Pacyficznemu Oddziałowi American Association for the Advancement of Science, Stanford University Press i Kalmbach Publishing Company (wydawcy "Astronomy" i innych dobrych czasopism) za zezwolenie na obszerne wykorzystanie ich materiałów.


Dr. Hovind: Potrzeba tylko jednego dowodu na rzecz młodej Ziemi, by dokonać wyboru między STWORZENIEM a EWOLUCJĄ.

0. Taka mentalność czarodziejskiego pocisku, skłonność do polegania na pojedynczym, oderwanym argumencie celem zgarnięcia całej puli wygranych, wpędziła kreacjonistów w więcej kłopotów niż cokolwiek innego. Niestety, Matka Natura nie rozdaje certyfikatów na potwierdzenie słuszności naszych dowodów! Zaiste, w nauce nic nie jest "dowiedzione" ponad wszelką wątpliwość; nie ma sposobu, by wiedzieć ze stuprocentową pewnością, że czyjś dowód jest niezawodny. Każdy może wydumać potencjalny scenariusz sprzeczny nawet z najlepszymi modelami naukowymi (im lepszy model, tym bardziej naciągane stają się takie kruczki).
Jeśli łakniesz pewności prawdziwego "dowodu", ostatecznego słowa, lepiej zajmij się matematyką lub logiką! To są jedyne dziedziny nauki, gdzie funkcjonują na serio dowody absolutne.

Hipotezy naukowe można uszeregować według poziomu wiarygodności; im więcej danych wspiera daną hipotezę, tym większym zostaje ona obdarzona zaufaniem. Jeśli ta hipoteza pasuje do szerszego kontekstu, z powodzeniem zazębiając się z już uznanymi teoriami, otrzymuje za to kolejny duży plus. Jeśli mimo intensywnej pracy badawczej toczącej się na jakimś polu, dana hipoteza nie ma poważnych rywalek, nasze zaufanie do niej rośnie. Jeśli do tego ta hipoteza wspiera nas znacząco w zrozumieniu natury, co zostaje potwierdzone przez dalsze testy i obserwacje, wtedy może uzyskać miano "teorii naukowej" (należy podkreślić, iż teoria naukowa stoi wysoko w hierarchii wiarygodności; pomyślnie przeszła intensywne sprawdzanie i z powodzeniem dostarcza ram pojęciowych integrujących i wyjaśniających całe kategorie złożonych zjawisk przyrody; nie wolno mylić tego znaczenia pojęcia "teoria naukowa" z obiegowym, potocznym użyciem słowa "teoria" w odniesieniu do niedowarzonych spekulacji lub domysłów.
A zatem zarzut, że "ewolucja to tylko teoria (naukowa)" przypomina narzekanie, iż sportowiec jest tylko złotym medalistą!).

Jeśli istnieje jakaś nić przewodnia całego świata nauki, jest nią nacisk kładziony na całościowy obraz. Wiele uwagi poświęca się na zapoznanie z całą literaturą przedmiotu, by wypracować wyważone oceny znanych faktów.
Naukowców uczy się przezwyciężania "kowbojskiej" mentalności rozstrzygania problemu jednym strzałem. Gdy wielka naukowa teoria upada, co zdarza się rzadko, następuje to wskutek wielu ciężkich ran, po czym następuje przemyślenie całościowego obrazu na nowo (nowy paradygmat zastępuje stary - przyp. red.).
Sam pomysł (wyznawany powszechnie w kręgach kreacjonistycznych), jakoby można było obalić teorię przez wysmażenie pięknego, izolowanego "dowodu", rozstrzygając tym wszystko raz na zawsze, nie jest naukowy. Nawet, jeśli taki "dowód" jest technicznie poprawny, prawdopodobnie ugodzi jedynie w słaby model teorii. Głębokie prawdy rzadko dają się ogarnąć w całości, wczesne modele są często ułomne w konkretnych aspektach. Co więcej, izolowane dane, nawet jeśli poprawne, są często zwodnicze. Naukowiec musi zatem oceniać całościowy obraz, unikając skupiania całej uwagi na oderwanych szczegółach.

Fakty, które z powodzeniem zostały wytłumaczone, niosą ze sobą pewną wagę i nie można ich pomijać; fakty, które nie pasują, niekoniecznie są zgubne dla zasadniczej idei, leżącej u podstawy hipotezy.
Dobry osąd naukowy jest sztuką ważenia wszystkich tych zmiennych i właściwej oceny całości tworzącego się obrazu. Przeciwstawne wyniki i izolowane argumenty są ważne, jako że mogą potencjalnie przyczynić się do odrzucenia teorii czy hipotezy. Jednak w świetle dalszych badań ów wielki potencjał bardzo rzadko się spełnia.

Jedną z typowych cech "naukowego" kreacjonizmu jest skupianie się na konkretnych "dowodach" lub argumentach, z pominięciem wszystkiego oprócz nich. To pokazuje fundamentalne niezrozumienie procesu wnioskowania naukowego przez ludzi, którzy powinni wiedzieć lepiej. Dr Hovind, na przykład, jest rozkosznym ignorantem w literaturze fachowej dotyczącej jego "dowodów". W efekcie jego słuchacze nie dowiadują się, co ma do powiedzenia "konkurencja". Nie dyskutuje on także słabych punktów swoich argumentów (dla porównania, Darwin zawsze dbał o wskazywanie potencjalnych problemów i podkreślał najsilniejsze kontrargumenty. Krótko mówiąc, Dr. Hovind nie podejmuje próby uchwycenia szerszego kontekstu. W rezultacie jego argumenty są bez znaczenia naukowego.

Żaden z 30 izolowanych argumentów dr. Hovinda nie trzyma się kupy. Tymczasem lawina danych przybywających w szybkim tempie wyników nieustannie wspiera nasze zaufanie do teorii starej Ziemi i kosmosu. Zamierzam obalić, do ostatniego, każdy "dowód" młodej Ziemi, jaki występuje w pracy Hovinda. Dostarczę także dwóch lub trzech przykładów, dla których nie ma żadnych rozsądnych interpretacji, poza tymi, że nasza Ziemia jest stara.






autorzy:      Katarzyna Adamala       Karol Sabath