| |
Słowa kluczowe: datowanie, ewolucjonizm, kreacjonizm, dowody ewolucji, Wszechświat
Ile warte są argumenty zwolenników młodej Ziemi?
Dave E. Matson
tłumaczył Arkadiusz Kabała
tekst z archiwum Talk.Origins
10.X.2004
3
"Dowód" nr 2 - Tempo akumulacji pyłu kosmicznego powinno przez 4,5 miliarda lat nagromadzić na Księżycu warstwę znacznie grubsza niż zaobserwowano. A zatem także Ziemia jest młoda.
2. Najbardziej zdumiewające w "argumencie z pyłu kosmicznego" jest to, że wciąż bywa używany! Od 25 lat opiera się wyłącznie na przestarzałych danych, i na niczym więcej! Dobrze ilustruje to, jak kreacjoniści zapożyczają wszystko od siebie nawzajem i nigdy nie czytają niczego z zewnątrz.
Przestarzałość tego argumentu była wyciągana na światło dzienne w niezliczonych debatach i opublikowana w rozlicznych książkach, czasopismach i listach dyskusyjnych. Może to odkryć każdy, kto korzysta ze swojej karty bibliotecznej. To nie tajemnica państwowa! Ile czasu trzeba, by dotarła ona do umysłu kreacjonisty?
Najstarszym przypadkiem użycia argumentu z pyłu kosmicznego, który odnalazł Van Till, był artykuł Harolda Slushera, opublikowany w czerwcu 1971 roku, w "Creation Research Society Quarterly". Slusher popełnił kilka błędów, które są powielane w "naukowej" literaturze kreacjonistycznej po dziś dzień. W roku 1974 argument pyłu kosmicznego został odgrzany w książce Henry'ego Morrisa, "Scientific Creationism". Morris zacytował artykuł Hansa Peterssona z lutowego numeru Scientific American z 1960 roku. Ocena górnej granicy opadu pyłu przez Peterssona, którą on sam uznał za ryzykowną, oparta była na cząsteczkach, które zebrał w dwóch jednostkach filtracyjnych na Hawajach. Jeden przyrząd był ustawiony w pobliżu wierzchołka Mauna Loa, zaś drugi - w pobliżu obserwatorium na Haleakala, na Maui. Badacz uzyskał wynik 39 150 ton dziennie. Petersson sam opowiadał się za wartością o około dwóch trzecich niższą, przestrzegając przy tym czytelników, że prawdziwa wartość może być jeszcze o wiele niższa. Dalsze badania były planowane w Szwajcarii.
To autorskie zastrzeżenie zostało najwidoczniej przeoczone przez Henry'ego Morrisa, który zapewne oparł się na artykule Slushera, pomijając wynik preferowany przez Peterssona na rzecz jego maksymalnego oszacowania. Kiedy ukazała się wkładka Impact nr 110 w Acts & Facts zawierająca zbiór twierdzeń zwolenników młodej Ziemi, czyli we wrześniu 1982, czytelnik dowiedział się z niej, że naukowcy związani z programem lądowań na Księżycu obawiali się grubej powłoki pyłowej (znów natykamy się na echa artykułu Slushera). Oczywiście, morze kosmicznego pyłu się nie zmaterializowało i artykuł z Impact obwieścił zwycięstwo kreacjonistycznej nauki, która opowiada się za młodym Księżycem pokrytym niewielką ilością pyłu kosmicznego. Steven Shore wykazał, że cały scenariusz jest uporczywie błędny. Uchwyćmy właściwą perspektywę historyczną:
Na konferencji odbytej pod koniec 1963 roku, poświęconej warstwie powierzchniowej Księżyca, McCracken i Dublin oświadczyli, że:
"Tak ukształtowana powierzchnia Księżyca powinna zatem składać się z mieszaniny materiału księżycowego i międzyplanetarnego (głównie pochodzenia kometarnego) o miąższości 10 cm do 1 m. Niskie tempo akrecji dla małych cząstek nie wystarcza do wytworzenia erozji pyłowej na dużą skalę ani do uformowania głębokich warstw pyłu na Księżycu, gdyż jego dopływ prawdopodobnie pozostawał mniej więcej jednostajny przez ostatnie kilka miliardów lat."
(Shore, 1984: s. 34)
W 1965 roku odbyła się konferencja na temat natury powierzchni Księżyca. Podstawowym wnioskiem z tej konferencji był ten, że ani optyczne właściwości rozpraszania światła słonecznego, zaobserwowane z Ziemi, ani wczesne fotografie Rangera, nie dają żadnych dowodów na istnienie rozległych warstw pyłu.
(Shore, 1984: s. 34)
A więc już kilka lat przed lądowaniem człowieka na Księżycu powszechnie spodziewano się, że astronauci nie zostaną powitani przez niezmierzone pokłady kosmicznego pyłu. Nie dysponowano jednak jeszcze bezpośrednim potwierdzeniem tego poglądu, co pozwalało na nieliczne głosy sprzeciwu; niektórzy naukowcy oczekiwali warstwy pyłu dochodzącej nawet do metra grubości. W maju 1966 roku Surveyor 1 wylądował na Księżycu, kładąc kres wszelkim pokutującym jeszcze wątpliwościom dotyczącym możliwości zapadnięcia się załogowego lądownika w pyle.
Tak więc argument pyłu księżycowego był przestarzały już wtedy, gdy Henry Morris włączył go do swojej książki Scientific Creationism. Był już przestarzały, gdy Harold Slusher pisał swój artykuł trzy lata wcześniej.
Od schyłku lat sześćdziesiątych dysponujemy o wiele lepszymi i bardziej bezpośrednimi pomiarami opadu meteorytowego na Ziemię, dzięki danym z satelitów. W swojej wyczerpującym artykule przeglądowym Dohnanyi [1972, Icarus 17: 1-48] wykazał, iż masa materiału meteorytowego uderzającego w Ziemię wynosi zaledwie 22 tysiące ton rocznie [60 ton dziennie] ... Inne świeższe oceny masy materii międzyplanetarnej, docierającej na Ziemię z kosmosu, oparte na pomiarach detektorów satelitarnych, wahają się od 11do 18 tys. ton rocznie (67) [30-49 ton dziennie]; oszacowania oparte na zawartości pyłu kosmicznego w osadach głębokomorskich dają porównywalne wyniki.
(Dalrymple, 1984: s. 109)
A więc poczynając od późnych lat sześćdziesiątych mamy solidne dane z satelitów, uzupełniające oszacowania z pomiarów zawartości osadów głębinowych - te ostatnie od 1968 roku - i dające podobne wartości. Dane z satelitów są nawet starsze. We wrześniu 1965 roku NASA i Smithsonian Institution sponsorowały sympozjum dotyczące pyłu i orbit meteorów. Wyniki z wczesnych akustycznych detektorów pyłu (interpretujących trzaski jako cząsteczki kosmicznego pyłu, uderzającego z duża prędkością), zostały porównane z detektorami penetrującymi (które zapisywały uderzenia w postaci dziur wybitych w cienkiej folii). W tym czasie nie było jasnego wytłumaczenia, dlaczego te pierwsze metody dały tak wysokie wartości, czasem stukrotnie przewyższające te pochodzące z detektorów penetrujących. Wkrótce potem odkryto, iż detektory akustyczne odbierały także hałasy z (własnego - przyp. tłum) statku kosmicznego, za sprawą cieplnego rozszerzania i kurczenia się oraz skutki rozbłysków słonecznych i promieniowania kosmicznego. I tak jednak owe wczesne detektory dawały wyniki dziesięć do stu razy mniejsze niż liczba podana przez Peterssona.
Wynik Dohnanyiego, 60 ton dziennie, obejmuje wszystko od wolno opadającego pyłu po uśredniony dopływ meteorytów.
Wynik Dohnanyiego dla Księżyca (2x10^9 grama na centymetr kwadratowy rocznie) wynosi 2,3 tony dziennie (oczywiście, na Księżycu tona jest "lżejsza". Mówimy o masie, która ważyłaby prawie dwie i pół tony na Ziemi). W przeciągu czterech i pół miliarda lat na Księżycu powinna powstać powłoka kosmicznego pyłu gruba na około półtora cala (4 cm).
W swojej książce Age of the Cosmos, opublikowanej w 1980 roku, Harold Slusher poświęcił rozdział sprawie ilości pyłu kosmicznego opadającego na Ziemię. Rozwodzi się nad danymi Peterssona z 1960 roku określającymi tę wartość na 39 tysięcy ton dziennie, a nawet cytuje wyliczenie z 1967 roku, mówiące o 700 tysiącach ton dziennie! Alan Hayward, poważany fizyk i wierzący w Biblię chrześcijanin, uznał za konieczne poczynienie następującego komentarza:
Pisanie w ten sposób w 1980 roku jest niewybaczalne. Dwa źródła, które wymienił, pochodzą z 1960 i 1967 roku, czyli są beznadziejnie przestarzałe w szybko zmieniającej się dziedzinie nauki. Przedstawiały one ledwie szacunkowe wartości napływu pyłu meteorytowego, jakimi mogłyby one być.
Jednak nie musimy już polegać na szacunkach. W pracy opublikowanej cztery lata przed książką Slushera opisano jak ilość pyłu meteorytowego została zmierzona w kosmosie, przez detektory zamontowane na satelitach.
(Hayward, 1985)
Hayward odwołuje się do opublikowanego w New Scientist artykułu D. W. Hughesa z sierpnia 1976 roku, który podał wartość 48 ton dziennie - wystarczającą do pokrycia Ziemi warstwą około półtora cala w ciągu całego jej istnienia! Jest ona prawie tysiąc razy mniejsza od wartości Peterssona i całkowicie zbija argument kosmicznego pyłu.
|