ewolucja Artykuly

   wprowadzenie
   blog
   artykuły
      Teoria
      Biogeneza
      Filozofia
      Geologia
      Paleontologia
      Antropogeneza
      Genetyka
      Faktoidy
      Archiwum KS
      Behawior
      Modelowanie
   kreacjonizm
   e-WWWolucja
   forum
   literatura
   ludzie
   słowniczek
   varia
   mapa serwisu
   English info

szukaj w serwisie



Słowa kluczowe: datowanie, ewolucjonizm, kreacjonizm, dowody ewolucji, Wszechświat

Ile warte są argumenty zwolenników młodej Ziemi?

Dave E. Matson   
tłumaczył Arkadiusz Kabała    
tekst z archiwum Talk.Origins    
27.XII.2004    
 10  


Począwszy od października [1987 roku], obserwowane przez Australię i Kuipera [teleskop NASA działający w paśmie podczerwieni] spektrum ujawniły cały ogród zoologiczny pierwiastków istniejących w jądrze supernowej - nie tylko żelazo, nikiel i kobalt, lecz także argon, węgiel, tlen, neon, sód, magnez, krzem, siarkę, chlor, potas, wapń i prawdopodobnie aluminium. Intensywność ich linii w podczerwieni sygnalizowała ich większe ilości, które mogły być obecne w gwieździe w chwili jej narodzin. Pierwiastki te - być może w przyszłości komponenty jakiegoś przyszłego systemu planetarnego - powstały w jądrze gwiazdy lub w trakcie jej eksplozji.
(Woosley and Weaver, 1989, str.38)

Te bezpośrednie dowody, jak również odkrycia w laboratorium oraz studia teoretyczne, jasno pokazują iż gdy matka Natura zabiera się za przygotowywanie pierwiastków, wytwarza ogromną obfitość "zaginionych" nuklidów.
Brak ich w naszym starym świecie, gdyż rozpadły się bardzo dawno temu.
Dalrymple (1991, str.280-384) dostarcza kolejnych dowodów, wykazujących iż nie ma barier dla produkcji zaginionych nuklidów. Badając szczegółowo jod 129, dochodzi do następujących wniosków:

Podobne argumenty mogą zostać wysunięte dla innych brakujących nuklidów, wypisanych w tablicy 8.3. Większość zajmuje uprzywilejowane miejsca na liście nuklidów, a można spodziewać się ich syntezy w procesach r oraz s. Kilka jest mniej wyeksponowanych i są one produkowane w rzadszych, lecz zauważalnych ilościach w innych procesach syntez jądrowych.
(Dalrymple, 1991, str.384)

Na koniec, by dodać zniewagę do zadanych obrażeń, znaleźliśmy niepodważalne dowody iż niektóre z krótkotrwałych nuklidów naprawdę istniały dawniej w naszym systemie słonecznym! Na przykład glin 26, którego okres półtrwania wynosi 716,000 lat.

Fakt iż nasz system planetarny nie zawiera glinu 26 sugeruje iż istnieje on co najmniej od 15 milionów lat. Tyle bowiem zajmuje pełny rozpad wszystkich ilości glinu 26.
Matka Natura z pewnością wie jak to zrobić, w tej dziedzinie nie ma żadnego problemu. Dzięki Obserwatorium Comptona (Compton Gamma Ray Observatory), które zostało wyniesione na orbitę w roku 1991 przez wahadłowiec Atlantis, wiemy iż nasza galaktyka jest pełna glinu 26 (Gehrels et al, 1993).
Większość zalega w płaszczyźnie galaktycznej, jak można by się tego spodziewać gdyby był on produkowany od czasu do czasu przez supernowe.

Supernowe nie tylko produkują nowe pierwiastki, lecz także uczestniczą w narodzinach gwiazd. Otoczki gazowe po starożytnych supernowych zostały już zidentyfikowane, zaś niektóre z nich zbiegają się z powstaniem gromad młodych gwiazd. Nie jest to zbyt zaskakujące, skoro taka uderzeniowa supernowej może ścisnąć każdą chmurę gazową która akurat znajdzie się w pobliżu, rozpoczynając w ten sposób fazę formowania się nowych gwiazd.

W rzeczy samej, wiele wskazuje iż nasz własny Układ Słoneczny uformował się w ten sam sposób! John Wood (1982) doskonale opisał pewne odkrycie, z którego zaczerpnięto poniższe informacje. Wszystko zaczęło się od meteorytu nazwanego Allende, który rozpadł się nad Meksykiem ósmego lutego 1969 roku, pokrywając teren w pobliżu wioski Pueblito de Allende tysiącami kamiennych odłamków.
Naukowo mówiąc, był to jeden z najważniejszych meteorytów jakie kiedykolwiek spadły. Datowanie radiometryczne wykazało iż materiał liczył sobie około 4.5 miliarda lat, co jest powszechnie uznawanym wiekiem naszego Układu Słonecznego.
Co więcej, próbki Allende zawierały niewielkie inkluzje materiału który dawniej swobodnie przemierzał kosmos, nim uległ scaleniu w otaczającym go kosmicznym pyle.
Te inkluzje są bogate w wapń, glin oraz tytan I są nazywane minerałami typu CAI. Minerały te wydają się resztkami ocalałymi z pierwotnej fazy ogrzewania materii z której uformował się nasz układ planetarny.

Poza inkluzjami o nieregularnych kształtach, Allende zawiera także owalnokształtne inkluzje nazywane chondrulami, które składają się w wiekszości z oliwinu I piroksenu. Badania chondrul i inkluzji z meteorytu Allente doprowadziło do niewiarygodnego odkrycia w latach 70, dokonanego przez Roberta Claytona i współpracowników z University of Chicago.
Odkryli iż proporcje izotopu tlenu 17 do izotopu 18 w Allende (oraz podobnych meteorytach) najlepiej mogą być wytłumaczone założeniem iż nasz system słoneczny miał dwa różne źródła zaopatrzenia w tlen.
Jednym z tych źródeł mogła być pierwotna mgławica z której uformował się nasz system, zaś drugim mógł być materiał wepchnięty do tej mgławicy przez wybuch supernowej.
Odkrycie dokonane dzięki meteorytowi z Allende otworzyło całkiem nowe obszary naukowych badań dotyczących meteorytów.

Jednego z większych kroków naprzód na tym polu dokonał G. J. Wasserburg I współpracownicy z Kalifornijskiego Instytutu Technologii w roku 1976, gdy znaleźli jednoznaczny dowód na dawną obecność glinu 26 w CAI z Allende.
Ten izotop ma bardzo krótki okres półtrwania, ledwie 720,000 lat, przechodząc w magnez 26. Dla każdej wykrywalnej zawartości tego izotopu w inkluzjach Allende wymagane jest by został on wytworzony bezpośrednio przed lub w trakcie procesu formowania się układu słonecznego i natychmiastowo wmieszany z podstawową jego materią.
Zdaje się nieuniknione iż supernowa (która jest zdolna wytworzyć glin 26, wraz z innymi rzeczami) wybuchła wystarczająco blisko miejsca i czasu rodzącego się układu słonecznego by dostarczyć do niego ważne ilości świeżo zsyntetyzowanych nuklidów.

(Wood, 1982, str.191-192)

Ta starożytna supernowa prawdopodobnie zapoczątkowała kolaps pobliskiej mgławicy która w rezultacie utworzyła nasze słonce i, najprawdopodobniej, całą masę innych gwiazd, które dawno temu opuściły jej sąsiedztwo. Taka supernowa, jak SN1987A, poza glinem 26 wzbogaciłaby otoczenie także w bogatą kolekcję krótkotrwałych, radioaktywnych nuklidów.
Wyprodukowane zostałyby również ogromne ilości tlenu, węgla, siarki, żelaza, krzemu i innych podstawowych pierwiastków.

W rezultacie, nie dość że mamy odkrycie Wasserburga iż glin 26 był obecny we wczesnych etapach tworzenia się Układu Słonecznego, lecz możemy zidentyfikować odpowiedzialny za to proces, udowadniający iż ten glin 26 był naturalnym składnikiem ówczesnego otoczenia.
Gdyby Ziemia naprawdę została stworzona w siedem dni, Adam i Ewa zostaliby usmażeni przez masy radioaktywnego glinu, kobaltu i całej tej reszty!

Kolejnym z zaginionych nuklidów jest jod 129, który także pozostawił po sobie solidne dowody dawnego istnienia w naszym Układzie Słonecznym. (Niewielkie ilości jodu 129 znaleziono w rudach telluru, gdzie powstaje z telluru 130 wskutek działania mionów pochodzących z promieniowania kosmicznego. [Dalrymple, 1991, str.376].
Ten pochodzący z opadów radioaktywnych po wybuchach jądrowych nie wpływa wiele na nasz argument)
W Meteorycie Richardsona, który spadł w 1918 roku, oraz w czarnym kamieniu Indarch, spadłego w 1891, można wykryć pospolity jod 127. Jest to jod który przy odrobinie szczęścia można znaleźć w jodowanej soli. Jod 129 mógł zostać wyprodukowany wraz z pospolitym jodem 127 w wyniku reakcji fuzji jądrowej, zaś ich podobieństwo chemicznych właściwości ma tendencję do trzymania ich razem.
Mamy więc zagadkę - gdzie podział się jod 129?

Badania wykazały iż oba powyższe meteoryty mają nadzwyczaj wysoką zawartość ksenonu 129. Jak zapewne odgadłeś, ksenon 129 jest stabilnym produktem rozpadu jodu 129. Zawartość ksenonu znacznie przewyższała ilość która mogłaby zostać wytworzona przez promieniowanie kosmiczne. Lecz to nie wszystko:

W ziemskiej atmosferze ksenon 129 stanowi jedną czwartą wszystkich izotopów ksenonu. ... Mimo to, w wielu meteorytach ksenon 129 występuje w ilościach 30-krotnie większych od spodziewanych, w porównaniu z innymi izotopami (Reynolds, 1967: 294, 1977: 217).
Jest wielce prawdopodobne że izotopy tego samego pierwiastka mogły się dokładnie wymieszać podczas tworzenia się Systemu Słonecznego, zatem skąd pochodziły dodatkowe ilości ksenonu 129?

(Dalrymple, 1991, str.384)

Tak więc czegoś nam tu brakuje, a czegoś mamy w nadmiarze, zaś jedyną sensowną rzeczą jaka łączy ze sobą obie te rzeczy jest rozpad radioaktywny! Jod 129, który mógł powstać wraz ze swoim chemicznym bliźniakiem, jodem 127, już dawno temu uległ rozpadowi, zaś ksenon 129 jest tego siostrzanym produktem.

Przy okresie półtrwania wynoszącym 16.4 miliona lat, 99.97% jodu 129 wciąż powinno istnieć, jeśli Ziemia rzeczywiście liczy sobie ledwie siedem tysięcy lat! Skoro przepadł on całkowicie, za wyjątkiem tego co wytworzyły bomby atomowe i rudy telluru, znaczy to iż Ziemia liczy sobie co najmniej trzysta milionów lat.

Gdy weźmiemy pod uwagę całą powyższą tabelę, zobaczymy iż wiek Ziemi wynosi ponad kilka, lecz nie więcej niż dziesięć miliardów lat (Dalrymple, 1991, str.387). Z wielu różnych względów to podejście może nam dać tylko zgrubny szacunek, lecz to wystarczy by odrzucić twierdzenia zwolenników Młodej Ziemi.

Kreacjoniści, z czystej desperacji, często negują stałość tempa rozpadu.
Może pierwiastki radioaktywne rozpadały się w przeszłości znacznie szybciej!
Niestety ani teoretyczne, ani laboratoryjne doświadczenia nie pozostawiają nawet cienia nadziei na taką możliwość.
Oczywiście te fakty nie przeszkadzają kreacjonistom w podróżach w wyobraźni poprzez ich własne, domowej roboty teorie dotyczące wszechświata.
Z łatwością odrzucają einsteinowską względność, mechanikę kwantową i wszelkie inne nieprzekonujące kawałki nauki wprost do kosza!

Szczegółowa teoria względności (a także, w mniejszym stopniu, ogólna teoria względności) oraz mechanika kwantowa zasłużyły na swoją szarżę.
Obie są wspaniałymi, udanymi bajkami współczesnej nauki! Nie mówimy tu o pospolitej spekulacji! Akceleratory cząstek powstają zgodnie z założeniami szczegółowej teorii względności, mechanika kwantowa jest sprawdzonym rdzeniem chemii teoretycznej.
Obie były testowane w przeróżnych sprytnych eksperymentach i obie przeszły wiele sprawdzianów.

Kim są ci kreacjoniści, którzy mogą wejść i, nawet nie przedstawiwszy swoich teorii przed społecznością naukowców, tworzyć własne teorie na temat wszechświata?
Są to przeważnie ludzie motywowani bardziej religijnymi doktrynami dosłownego traktowania Biblii niż szczerym poszukiwaniem prawdy.
Mając pretensje iż nie mają rzetelnej wiedzy teoretycznej pytają kto był tam, w tych dawno zapomnianych wiekach, by sprawdzić tempo rozpadu pierwiastków.
Jest to ich ostateczna ucieczka przed niezawodnością radiometrycznego zegara.

Zdumiewającym faktem, odnotowanym stronę czy dwie wcześniej, jest to iż mamy bezpośrednie obserwacje odnoszące się do starożytnego tempa rozpadu!
Światło supernowej SN1987A, w swoich poszczególnych fazach, powstało prawie w całości w trakcie radioaktywnego rozpadu kobaltu 56, a kilka lat później kobaltu 57. Te dwa nuklidy kobaltowe zostały pozytywnie zidentyfikowane, w miarę trwania rozpadu, przez ich widma w promieniowaniu gamma. W obu przypadkach tempo obniżania się natężenia światła zgadzało się precyzyjnie z tempem rozpadu dla kobaltu 56 i 57!

Wszystko czego teraz potrzebujemy to odległość dzieląca nas od SN1987A, która wynosi około 170.000 lat świetlnych (około 52,700 parseków). Jakakolwiek próba zmiany prędkości światła ma obserwowalne konsekwencje i może być obalona przez nic więcej jak choćby fizyke newtonowską. Zbierając wszystko razem, dochodzimy do solidnej konkluzji iż widzimy SN1987A taką jaka była około 170.000 lat temu.
Mamy zatem okno w przeszłość, które potwierdza iż nie było żadnych zmian w tempie rozpadu kobaltu 56 i 57. Nie ma więc powodów by wierzyć iż tempo rozpadu któregokolwiek pierwiastka uległo zmianie, jako że fizyka kwantowa opisuje je wszystkie i została potwierdzona w przypadku dwóch izotopów kobaltu.

Mamy także mniej bezpośrednie, lecz równie pewne okno w przeszłość w formacjach obecnego Oceanu Atlantyckiego. Pasy magnetyczne w dnie oceanu, ciągnące się równolegle do Grzbietu Śródatlantyckiego, pokazują iż dno przesuwało się w z grubsza stałym tempie. Tempo przesuwania się zostało dość dokładnie zmierzone, dając wynik półtora cala na rok.
Uśredniając kilka pomiarów na całej szerokości Atlantyku, uzyskałem przybliżoną wartość 3500 mil.
W tempie półtora cala rocznie, osiągnięcie obecnych rozmiarów zabrałoby Atlantykowi 147 milionów lat. Okazało się iż najstarsze osady w Atlantyku, te najbliższe kontynentom, pochodzą ze schyłkowych okresów jury. Okres ten, określony według datowania radiometrycznego, rozciągał się w czasie pomiędzy 135 a 190 milionem lat temu. Zatem, obie metody znakomicie się zgadzają.
Najwidoczniej nie było żadnych dużych nieprawidłowości w rozpadzie radioaktywnym, nawet 150 milionów lat temu!

Dla kreacjonistów jest to kolejny "czas cudów".
Jeśli twój punkt widzenia wymaga cudu by go utrzymać, to w sali lekcyjnej nie ma dla niego miejsca.



     ~~> "Dowód" nr 1 - Słońce się kurczy
     ~~> "Dowód" nr 2 - Tempo akumulacji pyłu kosmicznego
     ~~> "Dowód" nr 3 - Istnienie komet krótkookresowych
     ~~> "Dowód" nr 4 - brak skamielin meteorytów
     ~~> "Dowód" nr 5 - Księżyc się oddala
     ~~> "Dowód" nr 6 - Księżyc zawiera nietrwałe izotopy
     ~~> "Dowód" nr 7 - Efekt Poyntinga-Robertsona
     ~~> "Dowód" nr 8 - Kurczenie się gromad gwiezdnych
     ~~> "Dowód" nr 9 - Pierścienie Saturna są niestabilne
     ~~> "Dowód" nr 10 - Jowisz oraz Saturn gwałtownie stygną






autorzy:      Katarzyna Adamala       Karol Sabath