| |
Słowa kluczowe: ewolucjonizm, kreacjonizm, Wszechświat, darwinizm
Odtrutka na kreacjonistyczną propagandę
Komentarz prof. dr hab. Andrzeja Grzegorczyka dla Gazety Wyborczej (20.X.2006 r.)
X.2004
Jestem profesorem logiki, autorem podręczników i popularyzacji logiki, i z niepokojem śledzę upadek logicznej spójności i konsekwencji wypowiedzi członków naszych władz.
Rezygnacja z nauczania teorii ewolucji w szkołach (w ramach nauczania wiedzy o przyrodzie żywej) byłaby równie absurdalna jak rezygnacja z nauczania wiedzy o budowie atomu w zakresie nauki o strukturze materii. Status obu teorii jest bardzo zbliżony. Natomiast określenie ewolucjonizmu jako "kłamstwa" jest przede wszystkim, zgodnie ze znaczeniem słowa "kłamstwo" w języku polskim, nie uzasadnionym posądzeniem o oszustwo większości badaczy zajmujących się problemem rozwoju życia na ziemi. Kłamstwem w języku polskim (zgodnie ze słownikami) nazywa się świadome i umyślne wprowadzanie w błąd rozmówcy. Nie można takich zarzutów odpowiedzialnie formułować.
Spośród wielu jeszcze innych niefortunnych sformułowań Ministra Orzechowskiego, propozycja zastąpienia nauki o ewolucji cytatami z Biblii, dowodzi nieznajomości przez Pana Ministra stosunku elit intelektualnych różnych wyznań chrześcijańskich, w tym przede wszystkim obecnych elit Kościoła Katolickiego do problemu związku wiary religijnej z wiedzą naukową. A powiedzenie, że "świat sobie poradzi bez tolerancji", brzmi nawet groźnie. Rzeczywiście świat istnieje mimo tego, że były czystki etniczne, rzezie narodów, holokaust, Gułag. Ale takie wyrażanie się to nie dobra porada na przyszłość. Wygląda to na poradę, żeby się nie przejmować konsekwencjami nietolerancji, bo i tak jakaś spora część ludzkości przetrwa. Tak w Polsce rzeczywiście często niestety postępujemy. Słyszymy co dzień, że zginęło na szosach kraju kilkanaście osób i dalej zachowujemy się tak samo nieostrożnie. To jest nasza polska moralna klęska, ale nie należy tego propagować. Teraz rząd zwiększył nieco kontrolę na szosach, ale nie próbuje zwiększyć samokontroli nad nieostrożnymi wypowiedziami własnych polityków. Naprawę trzeba zaczynać też od siebie, bo inaczej to ryba psuje się od głowy.
Premier mógłby zarządzić, żeby każdy polityk przyłapany na nieostrożnej wypowiedzi musiał zatrudnić z własnych pieniędzy jednego z (licho opłacanych) asystentów logiki na co najmniej pół roku do przeglądania jego wypowiedzi i płacić dodatkowo 100zł od każdego błędu.
Prof. dr hab. Andrzej Grzegorczyk, Instytut Filozofii i Socjologii PAN
Powrót do spisu treści
|