Słowa kluczowe: ewolucjonizm, kreacjonizm, Wszechświat, darwinizm
Kreacjonistyczni politycy mówią o wyrzuceniu nauki o ewolucji ze szkół
Komentarz Karola Sabatha (Głos Nauczycielski nr 43: 8) "Ewolucja - kontrowersyjny temat w polskiej szkole?
31. X.2004
5
W październiku przez łamy prasy przetoczyła się seria doniesień o wystąpieniach europarlamentarzysty Macieja Giertycha krytykujących teorię ewolucji w Brukseli i we wszechpolskiej Akademii Orła. Minister Edukacji Narodowej Roman Giertych oznajmił, że o treściach nauczania biologii powinni decydować rodzice, a wiceminister Mirosław Orzechowski, że teoria Darwina to kłamstwo. W odpowiedzi uczeni z PAN, UW, UJ, a nawet katoliccy księża i filozofowie przypomnieli, że teoria ewolucji to fundament współczesnej biologii, nie budzący wątpliwości na gruncie nauki. Jakie są korzenie kontrowersji?
Wiara i (nie)wiedza
Dla polityków LPR - Macieja i Romana Giertychów i Mirosława Orzechowskiego - podobnie jak dla wielu innych kreacjonistów, teoria Darwina uosabia to, co uważają za zamach na cywilizację chrześcijańską - scjentyzm, prymat rozumu nad wiarą, podważanie religijnego porządku świata przez odkrycia naukowe oparte na podejściu naturalistycznym i redukcjonistycznym, odwoływanie się do empirii zamiast do objawienia, wiedzę tymczasową i podlegającą ustawicznemu testowaniu i kwestionowaniu zamiast niezmiennego ładu opartego na autorytecie tradycji. Niestety, z silnymi przeświadczeniami ideologicznymi idzie w parze żenująca niekompetencja merytoryczna - co jest szczególnie przykre u funkcjonariuszy resortu oświaty.
Pan M. Orzechowski w wywiadzie dla Rzeczpospolitej stwierdził, że teoria Darwina to zalegalizowane kłamstwo nauczane w szkołach, a Gazecie Wyborczej oznajmił, że teoria ewolucji "to w zasadzie luźna koncepcja niewierzącego starszego pana, który tak właśnie widział świat. Może dlatego, że był wegetarianinem i zabrakło mu ognia wewnętrznego."
Można wykazać, że mylił się w tych paru zdaniach w KAŻDYM punkcie. Teoria ewolucji - nawet gdyby okazała się błędna (a od 150 lat nikomu nie udało się jej obalić i jest przyjmowana powszechnie przez biologów) - nie byłaby "kłamstwem" (co oznacza świadome mówienie nieprawdy, a nie mylną interpretację faktów).
Nie jest to też "luźna koncepcja" - przeciwnie, jest to teoria naukowa, czyli zbiór konkretnych twierdzeń (modeli przyczynowo-skutkowych, w XX wieku przełożony na język matematycznych wzorów) tłumaczących szeroki zakres obserwowanych w przyrodzie zjawisk oraz zgodnych z wynikami licznych eksperymentów laboratoryjnych. Już spuścizna Darwina była bardzo obszerna i obfitowała w konkretne argumenty i uzasadnienia teorii.
Nie stworzył jej "niewierzący starszy pan, który tak właśnie widział świat", lecz jeden z najlepszych absolwentów teologii Uniwersytetu w Cambridge z roku 1831 (z 10. lokatą na 178 absolwentów), a wkrótce - jeden z najbardziej cenionych przyrodników XIX-wiecznej Anglii (ówczesnej potęgi naukowej); zręby teorii ewolucji drogą doboru naturalnego Darwin sformułował w zachowanych do dziś notatnikach, poczynając od słynnej podróży badawczej dookoła świata na okręcie Beagle, a więc mniej więcej jako trzydziestolatek. W podobnym wieku był Alfred Russel Wallace, który niezależnie odkrył mechanizm doboru naturalnego i jego znaczenie ewolucyjne - w 1858 roku odczytano na posiedzeniu Towarzystwa Linneuszowego w Londynie list Wallace'a i wcześniejsze pisma Darwina, krążące wśród przyjaciół-naukowców. Właśnie niechęć do ogłaszania "luźnych koncepcji" sprawiła, że dopiero w 1859 roku Darwin, przynaglony listem Wallace'a - zdecydował się opublikować swoje przemyślenia w słynnej książce "O powstawaniu gatunków", uznawszy, że zgromadził wystarczająco wiele mocnych dowodów.
Z czasem Darwin istotnie utracił wiarę w Boga (m.in. uświadomiwszy sobie ogrom cierpień towarzyszących funkcjonowaniu przyrody, a także po stracie ukochanej córki Annie, która zmarła po wyniszczającej chorobie w wieku 9 lat), ale nie miało to większego znaczenia dla teorii ewolucji, której zręby sformułował wcześniej i która odwołuje się do empirii, a nie do jego prywatnej wizji świata. Zresztą cała współczesna nauka uprawiana jest bez odwoływania się do Boga jako mechanizmu przyczynowego - i podejście takie przyniosło jej spektakularne sukcesy.
W tej sytuacji zupełnie trywialne jest, że Darwin nie był też wegetarianinem - choć współczuł zwierzętom i walczył np. ze stosowaniem potrzasków powodujących ich niepotrzebne cierpienia, od wczesnej młodości był zapalonym myśliwym (zaopatrującym np. wyprawę Beagle nie tylko w zbiory zoologiczne, ale i w mięso podczas pobytu na lądzie).
Warto rozmawiać?
Nie ma tu miejsca na szczegółowe omówienie zarzutów stawianych teorii ewolucji przez przeciwników. Niektóre z nich poruszyłem w artykule jaki ukazuje się właśnie w 5 numerze "Biologii w Szkole". Tamże podałem źródła, gdzie warto poszukać obszerniejszych informacji.
Tu natomiast chciałbym jeszcze ustosunkować się do wypowiedzi ministra Giertycha, w której sugerował on, że należy odwołać się do opinii rodziców, w kwestii tego, co dzieci miałyby poznawać na lekcjach biologii jako wersję obowiązującą. Także wiceminister Orzechowski sugerował, że chociaż uważa teorię ewolucji za kłamstwo, nie zamierza tego kłamstwa wycofywać z podręczników, a jedynie uzupełnić wiedzą o alternatywnych wyjaśnieniach, odwołujących się do tradycji biblijnej, w której od tysięcy lat zakorzeniona jest nasza cywilizacja.
Takie stawianie sprawy - odwołujące się do zasady wyważonej prezentacji rozmaitych stanowisk - na pozór wydaje się wyważone i godne pochwały. W rzeczywistości jednak jest jednym z elementów wypróbowanej już od dawna przez amerykańskich kreacjonistów strategii. Odwołanie się do zasady audiatur et altera pars było podstawą kolejnych prób przeprowadzenia w sądach lub legislaturach stanowych nakazu "zrównoważonego traktowania ewolucji i kreacjonizmu" lub opatrywania podręczników biologii naklejkami, że "ewolucja to tylko kontrowersyjna teoria". Wszystkie te próby zakończyły się tam niepowodzeniem, mimo silnych wpływów fundamentalnego chrześcijaństwa w USA. Dlaczego zatem nie udało się kreacjonistom przeforsować takiego "wyważonego" stanowiska?
Po pierwsze, w kolejnych procesach sądowych okazywało się, że kreacjonizm "naukowy" (czy jego najnowsze wcielenie - "teoria inteligentnego projektu") nie jest w stanie przedstawić żadnych poważnych wyników naukowych popierających swoje roszczenia (które okazywały się zatem wyrastać wyłącznie z prób uzasadnienia własnych przekonań religijnych). Całe współczesne piśmiennictwo naukowe w biologii (i nie tylko) wspiera teorię ewolucji.
Po drugie, na lekcjach nauk przyrodniczych nie ma równouprawnienia teorii naukowych i koncepcji pseudonaukowych. Fakt, że są wyznawcy płaskiej Ziemi czy że dla teorii kopernikańskiej istnieje geocentryczna alternatywa, nie oznacza, że należy przeznaczyć na nie tyle samo czasu, albo przedstawiać teorię grawitacji, teorię heliocentryczną, teorię mechaniki kwantowej jako "tylko teorię" (w nauce teoria to zresztą najwyższy szczebel rozwoju jakiejś koncepcji - dopiero złożone i dobrze ugruntowane zespoły hipotez zasługują na to miano, nie ma nic "mocniejszego" od teorii). Innymi słowy - uczniowie powinni się zapoznać z tym, co (w danym czasie) uważają za prawdziwe naukowcy z danej dziedziny, a nie sami rozstrzygać samodzielnie, co im samym (lub ich rodzicom) się bardziej podoba (przede wszystkim dlatego, że dzisiejsza nauka jest skomplikowana i o walorach merytorycznych poszczególnych koncepcji trudno się kompetentnie wypowiadać laikom, gdyż wymaga to zapoznania się z bardzo obszernym zasobem faktów i metod badawczych - co dalece wykracza poza możliwości szkolnej praktyki i dojrzałości intelektualnej uczniów).
Po trzecie, uczniowie w szkołach polskich (a także np. amerykańskich) nie są bynajmniej odcięci przez zmowę ewolucjonistów od poznania alternatywnego wyjaśnienia dziejów i sensu świata. Z opowieściami biblijnymi o stworzeniu świata stykają się od przedszkola - na długo zanim zetkną się w szkole z - pobieżnie traktowaną na lekcjach - teorią ewolucji. W większości podręczników traktujących o ewolucji wspomina się zresztą o tym, że przed Darwinem w kręgu cywilizacji zachodniej opierano wyobrażenia o dziejach przyrody i człowieka na narracji biblijnej. Tym bardziej domaganie się wprowadzania religijnej wizji dodatkowo na lekcje biologii w imię zapoznania z tradycyjnymi wyjaśnieniami sprzed tysięcy lat jest demagogiczne.
Wypada więc mieć nadzieję, że Polska nie stanie się pośmiewiskiem świata, jako jedyny cywilizowany kraj, w którym ministerstwo oświaty promuje pseudonaukę, a fundament biologii - nauki XXI wieku - określa jako "kłamstwo starszego pana". Biologia ewolucyjna jest jednym z najprężniej rozwijających się działów nauk przyrodniczych, i jej nieznajomość albo kwestionowanie stanowi przejaw kompromitującej ignorancji (która może okazać się groźna dla przyszłości kraju i jego konkurencyjności w nowoczesnym świecie). Tym bardziej więc na szkole spoczywa obowiązek uczenia o prawdziwej biologii, i ukazywania logiki teorii naukowej, zamiast propagowania w jej miejsce ideologii i mitów, choćby z tradycją sięgającą starożytnej Mezopotamii.
|