ewolucja Artykuly

   wprowadzenie
   blog
   artykuły
      Teoria
      Biogeneza
      Filozofia
      Geologia
      Paleontologia
      Antropogeneza
      Genetyka
      Faktoidy
      Archiwum KS
      Behawior
      Modelowanie
   kreacjonizm
   e-WWWolucja
   forum
   literatura
   ludzie
   słowniczek
   varia
   mapa serwisu
   English info

szukaj w serwisie



Słowa kluczowe: powstawanie gatunków, filogeneza, paleontologia, ewolucjonizm, kreacjonizm

O kreacjonizmie słów kilka
Powstawanie gatunków

Karol Sabath   
1.IX.2002    
Tekst ukazał sie w Nowej Fantastyce    
we wrześniu 2002    

Zięb Darwina nie nazwano tak dlatego, że reagują na zmiany klimatyczne, lecz dlatego, że to Darwin opisał je podczas swego pobytu na Galapagos.
A są ważne dla teorii ewolucji dlatego, że są przykładem radiacji adaptacyjnej, czyli powstania różnie wyspecjalizowanych gatunków z jednego przodka.

Kiedy na wyspy Galapagos (młody archipelag wulkaniczny) dotarł ich przodek (podobny do łuszczaków zamieszkujących do dziś Amerykę Południową), natrafił na siedlisko bez konkurentów. Poszczególne populacje zięb wyspecjalizowały się w różnych rodzajach pokarmu, np. owadach czy twardych nasionach (co znalazło odzwierciedlenie w różnych typach dziobów). Jedna z nich np. nosi nazwę zięby dzięciołowej, inna przypomina naszego grubodzioba. I gatunki te zajmują dziś odmienne nisze ekologiczne.
Badania nad wpływem sezonowych zmian klimatu wykazały zaś, że do mechanizmem powodujących zmian kształtu dzioba u zięb współczesnych jest dobór naturalny. Jest to więc empiryczny model tego, jak doszło do wykształcenia różnych kształtów dzioba u przodków dzisiejszych zięb Darwina.

Nikt natomiast nie twierdził, że bociany powstały z zięb, ani że suche wulkaniczne wyspy sprzyjają ewolucji w kierunku ptaków brodzących!
Można się natomiast spodziewać powstawania wyspiarskich nielotów - i rzeczywiście, na Galapagos mieszka nielotny kormoran (gatunek odrębny, ale ewidentnie spokrewniony z innymi kormoranami).


"Nigdy nie zaobserwowano całkowitego przekształcenia jednego gatunku w drugi" pisze mój przedmówca (zresztą błędnie ), by zaraz potem napisać, że ewolucję "obserwowano na poziomie gatunków, rodzajów i rodzin".

Otóż, ewolucja w obrębie rodziny czy rodzaju oznacza właśnie konieczność przekształcenia jednych gatunków w drugie, bo rodziny i rodzaje to jednostki systematyczne szczebla ponadgatunkowego... Można też zaobserwować różne fazy wyodrębniania się gatunków - pełną i niepełną izolację rozrodczą (jak w przypadku konia i osła, czy głuszca i cietrzewia, które dają jeszcze mieszańce międzygatunkowe - muły i skrzekoty - ale już niepłodne).
A więc kolejna nieprawda.


Pan Świderski myli (wzorem innych kreacjonistów) teorię saltacjonizmu (zmian skokowych) z hipotezą równowag przestankowych. Nie zakłada ona wielkich skoków, a jedynie zmienne tempo ewolucji. Różnice, jakie dzielą gatunek potomny od macierzystego są zwykle znikome. Owe "skoki" (trwające tysiące pokoleń) obejmują więc takie różnice, jakie można zaobserwować empirycznie w laboratorium w znacznie krótszym czasie.

Mechanizmem tak szybkiej metamorfozy są oczywiście mutacje i selekcja. To, że podaż mutacji jest wystarczająca nawet w małych liczebnie populacjach pokazuje choćby bogactwo ras psów. Z wilkopodobnych przodków w ciągu kilku tysięcy lat udało się wyhodować (a hodowcy dysponowali niewielkimi liczebnie populacjami) formy różniące się między sobą znacznie bardziej niż wiele gatunków na swobodzie (oczywiście, ponieważ to hodowcy pilnowali czystości ras, nie doszło do ewolucji odmiennych mechanizmów rozpoznawania partnera płciowego, jakie towarzyszą naturalnej specjacji, ale i tak ratlerek już w praktyce nie pokryje rotweilerki...).



Motyle oka

Wzruszył mnie pan Świderski snując wizje motyli-mutantów cierpliwie testujących po kolei nieskończoną liczbę różnych wzorków - od Miki po "Bitwę pod Grunwaldem"...

Muszę go jednak wyprowadzić z błędu. Ewolucjonizm tego nie postuluje. Na szczęście motyle testowały tylko najprostsze desenie - wśród nich koncentryczne kręgi, powstające kiedy z jakiegoś punktu dyfunduje we wszystkie strony morfogen (sygnał chemiczny). Naturalnie, takie wzory są symetryczne dla obu połówek ciała, stąd "oczy chodzą parami".
Oczywiście, mutant z plamami mógł zginąć. Ale jeśli taki deseń zmniejszał prawdopodobieństwo zostania upolowanym - to właśnie on miał największą szansę przetrwać spośród pobratymców. I nie musiał być od razu doskonały. Wystarczy, że drapieżnik zostanie zaskoczony jakimkolwiek kontrastowym deseniem przez rozkładającego skrzydła motyla (normalnie widać tylko maskującą drugą stronę skrzydeł), by jego reakcja spóźniła się o decydujący ułamek sekundy.

Nawiasem mówiąc, drapieżnikiem-selekcjonerem był ptak, bo żaba poluje tylko na poruszające się owady, a lecący motyl (z okami na górnej powierzchni skrzydeł, niewidocznymi z żabiej perspektywy) na pewno by jej nie nastraszył udając sowę...

Ciekawe skądinąd, że u różnych gatunków motyli te "pawie oczka" są w różnym stopniu realistyczne (nie zawsze mają tę "jedyną kombinację kolorów" której oczekuje p. Świderski), co dowodzi, że powstały metodą prób i błędów. A dopracowanie kolorystyki i bliku to kwestia kilku mutacji (podobnie jak przy hodowli nowych odmian kwiatów ozdobnych), co przy liczebności światowych populacji motyli i ich płodności nie stawia szczególnych wyzwań rachunkowi prawdopodobieństwa.
Wystarczy przewertować jakiś atlas motyli (albo przyjść do Muzeum Ewolucji w Pałacu Kultury), żeby zobaczyć całą gamę plam na skrzydłach - łuki, półksiężyce, kółka małe i duże, jedną i więcej par "oczu". Natomiast Bitwa pod Grunwaldem ani Myszka Miki jakoś nie mają wzięcia...



Pusta skrzynka Behego

Kreacjoniści pod nową nazwą Irreducible Complexity (IC) lansują stary argument teologii naturalnej: skoro skomlikowane urządzenie - jak zegarek - implikuje stwórcę, to i złożone struktury organizmów - takie jak oko czy ludzka ręka - musiały zostać stworzone.

Ponieważ oko składa się z wielu współdziałających elementów, i np. bez nerwu wzrokowego czy siatkówki byłoby bezużyteczne, więc nie mogło powstać etapami, lecz zostało zaprojektowane przez świetnie znającego się na optyce Stwórcę.
Wnioskowanie to zostało obalone, kiedy zoolodzy zademonstrowali u rozmaitych zwierząt różne narządy wzroku - od prostych plamek światłoczułych, poprzez dołki, kuliste oczy typu camera obscura z otworkiem (jak u łodzika), wreszcie oczy z soczewką (jak u kałamarnic czy kręgowców), a następnie powiekami. I wszystkie były użyteczne, a dodanie kolejnego elementu tylko poprawiało ich funkcjonowanie.

Między ludzką ręką a rybią płetwą też istnieje udokumentowany paleontologicznie łańcuch form przejściowych. W tej sytuacji kreacjoniści przerzucili się na poziom molekularny, licząc być może na to, że brak skamieniałości utrudni prześledzenie ewolucji tych struktur i na to, że dopiero zaczynamy poznawać szczegóły funkcjonowania organizmów na tym poziomie. Tym bardziej znamienna jest szybkość, z jaką ich argumenty zostały obalone.

"Układy nieredukowalnie złożone" Behego nie są nieredukowalnie złożone. Dotyczy to nie tylko jego metaforycznej pułapki na myszy, ale co ważniejsze, jego przykładów biologicznych. Na przykład kaskada białkowa czynników krzepnięcia krwi jest przerobiona z białek uczestniczących pierwotnie w trawieniu.

Prof. Jodkowski, jak sam przyznaje, nie zna się na biologii (jest filozofem w zielonogórskiej WSP). Mam nadzieję, że tylko dlatego bezkrytycznie powtórzył twierdzenie Behego o zerze prac na temat ewolucji molekularnej, jednak mija się ono z prawdą (więcej o tym: www.talkorigins.org).


Bardzo szybko wykazano, że poszczególne podzespoły "nieredukowalnie złożonych" struktur Behego mogły być (i były) selekcjonowane do innych funkcji. Np. jeden z modułów rzęski bakteryjnej pełni funkcję aparatu ssącego u pałeczki dżumy. Są też znane prostsze rzęski niż ta, którą uznał za "nieredukowalnie złożoną". Wici pierwotniaków natomiast mają związek z tworzeniem wrzeciona podziałowego.
Ale jakoś Behe ani cytujący go kreacjoniści nie wycofali się ze swych stwierdzeń, mimo ich błyskawicznej falsyfikacji....







autorzy:      Katarzyna Adamala       Karol Sabath