ewolucja Forum

   wprowadzenie
   blog
   artykuły
   kreacjonizm
   e-WWWolucja
   forum
      Grupa 'ewolucja'
      Listy
      Talk Origins
      Usenet
   literatura
   ludzie
   słowniczek
   varia
   mapa serwisu
   English info

szukaj w serwisie




List

otrzymany 23 czerwca 2003

Mam małe pytanko. Czytam ostatnio ciekawą książkę, właśnie na temat naszego gatunku.
Około 70 tys. lat temu w Afryce żyło około 2 tys. osobników Homo sapiens.
Pytanie: osobniki te musiały się niewątpliwie ze sobą krzyżować. Jest to niewielka populacja, także w krótkim czasie osobniki potomne w kolejnych pokoleniach miały do siebie coraz bardziej podobny genotyp. A jak wiemy krzyżowanie osobników blisko ze sobą spokrewnionych daje potomstwo obdarzone wieloma wadami (również psychicznymi), jak możemy to obserwować w rodzinach królewskich, w których wiązano w związki małżeńskie niekiedy kuzynów w prostej linii. Skutkiem czego były niedorozwinięte dzieci.
Więc jak to się stało że tak niewielka liczba bo zaledwie 2 tys. osobników rodziła osobniki w większości zdrowe, których my jesteśmy potomkami.
Być może w moich rozważaniach jest (są) błąd. Być może czegoś nie dostrzegam, czegoś nie rozważyłem, dlatego byłbym wdzięczny za wszelkie tłumaczenie.

Karuzo       


Nasza odpowiedź:

Ten epizod odcisnął na nas swoje piętno - jako gatunek liczący 6 mld osobników jesteśmy znacznie bardziej jednorodni genetycznie niż np. szympansy (których jest wielokrotnie mniej i zamieszkują mniejszy obszar), chociaż i tak daleko nam do gepardów, które musiały przejść bardziej drastyczne wąskie gardło populacyjne stosunkowo niedawno.
Gepardy są idealnymi dawcami przeszczepów, z uwagi na idealną zgodność tkankową; niestety, dają u nich o sobie znać skutki chowu wsobnego, stąd duży odsetek poronień i młodych z wadami wrodzonymi. Na szczęście, 2000 osobników to znacznie większa populacja niż rodzina królewska (dziś mniej jest na świecie np. pand czy kazuarów).
Takich rozmiarów odizolowane populacje ludzkie funkcjonowały np. w postaci plemion mających tabu zawierania związków małżeńskich z sąsiadami. Udało się więc zachować sporo różnorodności genetycznej (np. przetrwały małpie grupy krwi systemu AB0).
Liczba ludności zaczęła później gwałtownie rosnąć (wskutek ekspansji na cały Stary Świat i Australię przed kilkudziesięcioma tysiącami lat).
Trzeba też pamiętać, że ewentualne negatywne skutki chowu wsobnego (szkodliwe geny recesywne) były przez dziesiątki tysięcy lat eliminowane przez bezlitośnie wysoką śmiertelność (kobiety rodziły po kilkanaścioro dzieci, z który przeżywało najwyżej kilkoro). To do pewnego stopnia oczyszczało pulę genową i zapobiegało kumulowaniu się defektów.

Karol Sabath       


Zainteresowanych tym tematem zapraszamy do działu Antropogeneza




autorzy:      Katarzyna Adamala       Karol Sabath