List
otrzymany 25 czerwca 2003
Jaka jest rzeczywista siła "lobby" kreacjonistycznego?
Początkowo wydawało mi się, że kreacjoniści to jedynie grupa
nawiedzonych fanatyków - nieuków, z naiwną, dziecinną przekorą
podchodzących do rzeczy, których nie są w stanie zrozumieć.
Jednak, gdy trochę "poszperałem" na ich stronach internetowych
i nawiązałem kilka polemik, okazało się, że nie do końca tak
jest. Wielu kreacjonistów (czym kreacjonistyczne serwisy nie
omieszkają się chwalić) legitymuje się tytułami profesorskimi
nauk biologicznych! Także niektóre "argumenty" przez nich
podawane zdradzają niezłe przygotowanie merytoryczna (np.
znajomość molekularnego motoru ruchu rzęsek bakteryjnych).
Doprawdy, jest mi trudno pojąć, jak człowiek posiadający tytuł
profesora biochemii, może być wyznawcą "hipotezy stworzeniowej"
a znajomość podstawowych standardów metodologii naukowej (np.
"brzytwa Okhama", "postulaty Poppera" itp.) nie przeszkadza mu
bezkrytycznie wierzyć w boga, w dodatku stawiać go na równi z
innymi teoriami naukowymi. Może istnienie w biologii podobnej
"schizmy" ujawnia jakąś słabość teorii ewolucji? Na ile należy
się obawiać, że "lobby" kreacjonistyczne przeforsuje zrównanie
obu teorii (tj. teorii ewolucji i pseudoteorii stworzenia) we
współczesnej nauce?
Jakub Szańkowski
Nasza odpowiedź:
Stwierdzenie, że "wielu kreacjonistów legitymuje się tytułami profesorów nauk biologicznych" jest mocno przesadzone. Wśród zawodowych biologów kreacjonistów można policzyć na palcach (co zważywszy na liczbę biologów we współczesnym świecie mieści się na poziomie szumu statystycznego - pewnie znalazłoby się tyluż profesorów fizyki wierzących w duchy albo w astrologię). Do tych wyjątków należy prof. Maciej Giertych (wraz z synem Romanem - czołowi działacze LPR). Nawet on w pracach naukowych (zajmuje się genetyką sosny) trzyma się ewolucjonizmu, a swoje kreacjonistyczne poglądy głosi tylko w materiałach propagandowych skierowanych do "maluczkich". Niewątpliwie stanowią one część jego silnie emocjonalnie ugruntowanego pakietu światopoglądowego - fundamentalistycznego, przedsoborowego katolicyzmu, i ściśle wiążą się z całością jego bardzo radykalnego prawicowego światopoglądu (wraz z nacjonalizmem, antysemityzmem i dążeniem do zaprowadzenia teokratycznego totalitaryzmu itp.). Biochemik z Leigh University, dr Michael Behe (tamtejszy associate professor, czyli adiunkt według naszej terminologii), oficjalnie nie neguje faktu ewolucji, a jedynie szuka potwierdzenia swoich (religijnych) intuicji, że kryje się w tym ręka Boska (posługuje się wprost odgrzewaną argumentacją teologii przyrody sprzed 200 lat, np. biskupa Williama Paleya - tego od "boskiego zegarmistrza" - tyle że argument z doskonałości ludzkiej ręki zastąpił argumentem z doskonałości rzęski bakteryjnej - może dlatego, że ewolucja ludzkiej ręki z "małpiej", a wcześniej z prapłaziej została udokumentowana licznymi znaleziskami kopalnymi...). Inny biolog, na którego tytuł powołują się często kreacjoniści, dr Jonathan Wells, został skierowany na studia doktoranckie przez Kościół Zjednoczenia (alias sektę Moona), którego jest funkcjonariuszem (a jego badania do doktoratu mają się nijak do obalania teorii ewolucji). Zdobywszy upragniony tytuł przestał się zajmować badaniami. Profesjonalnych biologów uprawiających naukę zgodnie z paradygmatem kreacjonizmu praktycznie nie ma (stąd kreacjonistom nie udało się przed sądem przedstawić wiarygodnej listy oryginalnego kreacjonistycznego dorobku naukowego, kiedy domagali się nauczania swej doktryny w szkołach na równych prawach z oficjalną biologią - w całości ewolucyjną).
"Schizma" w biologii dotyczy więc garstki ludzi, którzy po prostu mają kłopoty z pogodzeniem swojej wiary religijnej ze współczesną biologią i chcieliby ten dysonans poznawczy zredukować przez uzgodnienie biologii z wyznawaną przez siebie doktryną Stworzenia (a nie odwrotnie, jak robi to większość wierzących biologów).
Na razie nie widać, by wytężonej działalności propagandowej (objazdowe wykłady w kościołach i na uczelniach, często darmowa literatura, zasypywanie wszelkich internetowych forów dyskusyjnych jadowitymi obelgami pod adresem darwinizmu itp.) i lobbyingowi politycznemu towarzyszyło znaczące ożywienie działalności naukowej kreacjonistów. Zwykle żonglują cytatami z cudzych prac i próbują "odtłumaczać" odkrycia badaczy zajmujących się samodzielną działalnością naukową. Nie widać więc oznak kryzysu ewolucjonizmu w samej biologii (choć laicy bywają zdezorientowani - jak w przypadku wszelkich pseudonauk - astrologii, paramedycyny, czy ufologii).
Karol Sabath
Zainteresowanych tym tematem zapraszamy do działu Kreacjonizm
|